— A jak przegra?
— On nie przegrywa. To jest automat. Urzędnik. Siedem pięćdziesiąt za godzinę. Przegraną płacisz za niego. Wygraną dyskretnie oddaje ci po grze. Potem musisz naturalnie zaprosić go na kolację. Posadzisz przy najnudniejszej babie i będzie bawił ją gratis. Mówię ci, że nie miałeś nigdy w domu tak przyjemnego młodego człowieka, jak taki z pogotowia brydżowego.
— Znakomicie. Gucio nie przyjdzie i tak, bo ma grypę. Nikogo już teraz nie wydzwonię na czwartego. Świetny pomysł z tym pogotowiem. Podaj mi tylko numer telefonu.
Pan inżynier Z. odłożył słuchawkę i połączył się z podanym numerem. Cieszył się, że jego gości nie spotka zawód z powodu choroby partnera.
— Hallo, czy to pogotowie brydżowe?
— Że co?
— Czy pogotowie brydżowe?
— A owszem... owszem. Zaraz poproszę kupca...
— Kogo?
— Nic, Panie Fulkensztajn! Panie Fulkensztajn! Co, cuś pan słyszał? Pogotowie brydżowe wzywają... Już oddaję słuchawkę.