— Precz z pośrednikami!
— Precz z pośrednikami!
— Droga od źródła do konsumenta powinna być skrócona. Jeszcze raz powtarzam, panowie: Precz z pośrednictwem!
Gruby pan, który aż spurpurowiał od tych okrzyków, powiódł szklanym wzrokiem po obecnych, podniósł do góry pusty kieliszek i trzasnął nim o posadzkę, że aż szkło bryznęło jak woda.
Po czym krzyknął raz jeszcze:
— Precz z pośrednikami!
— Należy skracać tę drogę. — Tu porwał trzy kieliszki ze stołu i znowu trzasnął nimi w posadzkę.
— Kieliszki nie są nam potrzebne — zawołał raz jeszcze, tłukąc kilka kieliszków. — Bo co to jest kieliszek? Pośrednik pomiędzy człowiekiem a butelką!
— Ależ niech pan się tak nie denerwuje! — próbowali uspokoić go towarzysze.
— Ja się denerwuję? Ja się wściekam po prostu! Szału dostaję, jak zobaczę kieliszek. O! O! O! Na każdym stole! Wszędzie! Co krok! Kieliszki! Niepotrzebne naczynia!