Nie wracała jednak przez dłuższą chwilę.
Obaj byliśmy nieco zdziwieni. Odłożyliśmy przecież flakonik na tym samym miejscu.
Po minucie miałem wrażenie, że ktoś w łazience odkręcił na chwilę kran.
Minęła jeszcze jedna minuta.
Wreszcie do pokoju weszła piękna pani, niosąc w ręku magiczny flakonik i pokazała nam go ze swobodnym uśmiechem...
Płyn we flakoniku był przezroczysty.
Spojrzałem na jej męża.
Miał wytrzeszczone, skamieniałe oczy.
Człowiek, który kupił psa
Jerzy był szczęśliwym człowiekiem. Kiedy miał dwadzieścia lat, nie obrał sobie kariery naukowej, choć był człowiekiem bardzo zdolnym. Gdy mijał trzydziestkę, nie ożenił się, chociaż kochano go bardzo. Około czterdziestki nie zrobił majątku i nie miał poważnych kłopotów finansowych, tylko takie małe i przyjemne.