— poprawić stan fizyczny ciała,
— wynaleźć coś mądrego dla całego świata, który by mi za to podziękował,
— ogólnie posprzątać lub „odświeżyć mieszkanie zgodnie z najnowszymi wytycznymi z katalogów i pism”.
Ale ja nie. Uparcie brnę w nieistniejące dramaty, roztrząsania. Kątem oka widzę, że tracisz cierpliwość, próbujesz przemówić mi do rozsądku. Ależ kochanie.
Jestem roztrzęsiona, nie mogę zasnąć. Głaszczesz mnie po głowie. „Czy mogę ci jakoś pomóc? ”. Tak, odpowiadam nieco obrażona. Możesz odwołać przeszłość. Możesz w tej chwili wykasować w sobie wszystkie te, które były. Proszę to zrobić natychmiast. Potem dać jeszcze ogłoszenie do prasy, że z dniem dzisiejszym liczy się tylko dzień dzisiejszy. I to, co będzie.
Przyszłości bowiem nie dam nam ukraść. Będę jej broniła jak oszalała. Pojedziemy wszędzie, będziemy się głośno śmiać w miejscach publicznych, żeby ludzie mogli nas podziwiać i oczywiście zazdrościć nam do granic wytrzymałości.
„A co, jeśli raz na jakiś czas wypełźnie z kąta to, co było? ”. Wówczas będę patrzyła im prosto w oczy i charczała, że pozabijam. Ukatrupię całą historię. Wizja zemsty mnie uspokaja. Ściskasz moją rękę, twoje ciało staje się powoli bezwładne. Zasypiasz. Patrzę w ciemność, na przesuwające się cienie po ścianie, i wyczytuję z nich znaczenia. Strzygę uszami, aby wychwycić najmniejszy szelest. Czuwam, dysząc.
Powtarzam sobie przed snem horoskop, którego nie zamawiałam. „Czeka panią dużo trudu i dużo radości”. Do dupy z takim horoskopem, szarlatani!
Bo my, przyduszeni pępowiną, co w chorobie skąpaliśmy swoje dzieciństwo, nie wierzymy absolutnie w nic. W nic. Ojcowie nam nie powiedzieli, jak się uśmiechać, bo ojców nie było. Matki nas trzymały za ręce i nie pozwalały odejść. Uciekliśmy i teraz chodzimy po zewnętrznej stronie gzymsu z uśmiechem na ustach i odbezpieczonym pistoletem. Nigdy nie oddamy kawałka mięśnia nikomu, bo zabierze, zeżre, wypluje. Ogólnie nie doceni. Wpychamy więc sobie serce w trzewia jak przerażone konie, spłoszone wystrzałami dobrej zabawy. Bo kiedy jest za mało emocji, to źle, ale kiedy jest ich za dużo, to jeszcze gorzej.
Gdyby tak można było leczyć nadmiar uczuć! Ale gdzie tam, nie możemy nawet wejść do lekarza, bo nam zapach przypomina sto umierań. Miałam sepsę, gronkowca, zapalenie płuc, całe ciało poznaczone białymi plamkami. Wenflon wkłuwano w skórę cienką jak pergamin. Miałam wtedy trzy miesiące, lekarz powiedział mamie, że nie przeżyję doby. Mama osunęła się na schody z wycieńczenia. Ale ja przeżyłam. Żyję.