No o kim mam pisać, jak nie o sobie. Pisanie to forma oddychania. Siebie przecież ciągle widzę, słucham, czuję w pościeli i przy biurku. Luty ma smak straconych szans. Zimno tak, że na balkonie pękła doniczka. Siedzi na niej sikorka, cała napuszona. Najadła się nasion, które zawiesiłam na poręczy. Kiedy więc po mnie przyjdą, to powiem: dokarmiam ptaki, po prostu bardzo się staram.

Czy twoje byłe partnerki też miały takie dobre serduszko? Wątpię. A widzisz!

Czy twoje byłe partnerki też nie lubiły, kiedy herbata barwiła kubek na brązowo i nie można było tego domyć? Czy też bały się stać na balkonie i patrzeć w dół, żeby NIECHCĄCY nie skoczyć?


W moim muzeum pamięci mieści się wiele: kołtuny obcięte za karę, wyrwane kolczyki, ślina na kurtce, ulubione przekleństwa, flakonik słodkich łez. Do tego cekiny pogubione w tańcu. Wreszcie łożysko i klucze do szafy, której nikt nigdy nie otwierał. Nie wydałam jeszcze katalogu z tej wystawy, czekam na zdjęcia w lepszej rozdzielczości. Na razie mrużę oczy i wszystko mi się zamazuje. Coś było naprawdę czy sobie to wymyśliłam? I co to jest: naprawdę — czy tylko wtedy się liczy, jeśli mam na to odpowiednie dowody w postaci zdjęć, druków, szminki odciśniętej na ostatniej stronie listu? Nie oprowadzam wycieczek, nie. To muzeum nie ma drzwi. Można się tam dostać, tylko jeśli się w nim mieszka. Ale gdybym miała przyjąć gości, to bym do nich mówiła tak:

„W niewielu uratowanych fragmentach budowli widać pęknięcia lub rysy świadczące o wyjątkowej sile uderzenia twardego przedmiotu bądź znacznej ich liczby. Trudno jest obecnie stwierdzić, czy uda się kiedykolwiek odnowić choćby fasadę, tak aby mogła cieszyć swoją urodą jak dawniej. Odpryski, ślady po kulach, ślady po słowach. Efekty skomplikowanych operacji militarno-emocjonalnych. To wszystko znalazło odzwierciedlenie w wyglądzie. Teraz prosimy państwa o przejście dalej i niedotykanie tej kruchej konstrukcji”.

Patrzysz na mnie tak, że od razu chcę pisać list miłosny i śpiewać w duecie z Celine Dion. Rozwiązałam test i wyszło, że oś czasu jest nieubłagana i jej konstrukcja ma stałe punkty: było, jest i będzie. Jak dorosnę, to wymyślę inny czas. Będzie ulepszoną formą tego, który sprawia, że chwilami staję na wysokim murku i nie umiem z niego zejść.