Rotszyld: — Nie wiem.
Chlawne: — Tfu! Czym się zajmujesz? Rzemieślnik? Szewc?
Rotszyld: — Nie.
Chlawne: — W takim razie może właściciel domu?
Rotszyld: — Nie. Nie!
Chlawne: — To kim wreszcie, do wszystkich diabłów, jesteś?
Rotszyld: — Jestem... Ja jestem śmiertelnie głodny.
Chlawne: — A więc to taka historia. Jesteś śmiertelnie głodny? Hm... A ja jestem śmiertelnie pijany. Sza! Jeśli się nie mylę, to ty jesteś chyba Rotszyld? Ależ tak, jakem Żyd. Od razu cię poznałem. A skoro tak, to chyba słusznym będzie, jeśli pomożesz mi wydostać się z tego błota. A jeśliś pewny, że masz nogi, to moglibyśmy razem przejść się do mnie do domu i coś przekąsić. Coś mi się snuje po głowie, że dziś mamy na całym świecie święto. Może Symchas Tojre110? A może Purim? Dokładnie ci nie powiem, ale święto z całą pewnością. Gdyby nawet wszyscy królowie ze wschodu i z zachodu przyszli i powiedzieli, że nie, to gwiżdżę na nich.
Minęła chwilka i obaj nasi bohaterowie wykaraskali się z błota. Oparci jeden o drugiego — to znaczy Rotszyld podtrzymywał Chlawnego, aby się nie wywalił — ruszyli w drogę. Chlawnemu wytrzeźwiała bowiem tylko głowa. Nogi zaś dalej były do niczego. A gdy przyszli do...
W tym miejscu mam zamiar zostawić naszych bohaterów na spacerze. Tymczasem chcę zajrzeć na chwilę do mieszkania Chlawnego. Chcę zobaczyć, co porabia jego żona Gitl.