Jak długo Kasrylewka istnieje jako miasto, nikt nie widział takiego pogrzebu, jaki miał kantor148 reb149 Mejlech.
Kantor Mejlech był skończonym nędzarzem, jak zresztą wszyscy obywatele tego miasta. Zasłużył zaś sobie na taki pogrzeb tylko dlatego, że umarł w Sądny Dzień150 w czasie modlitwy neile151.
Tak umiera zwykle cadyk152. Wielki cadyk.
Słońce miało się ku zachodowi. Już żegnało Kasrylewkę, zaglądało do okien starej bożnicy i oświetlało martwe, umęczone twarze, żółte tałesy153 i białe kitle ludzi wyglądających jak żywe trupy.
To, co pospolicie nazywa się głodem, żywe trupy już dawno przestały odczuwać. Czuły tylko, jak uchodzą z nich siły, jak powoli ulatnia się z nich życie. Ludzie ci siedzieli pochyleni nad świątecznymi modlitewnikami. Kiwali się nad nimi i raz po raz orzeźwiali się kroplami nasercowymi. Niektórzy wąchali tabakę. Wszyscy podśpiewywali melodię intonowaną przez kantora reb Mejlecha.
Kantor reb Mejlech był postawnym, pięknym mężczyzną. Jego twarz okalała długa i szeroka niczym kołnierz broda. Od rana stał przed pulpitem. Stał przed Bogiem z wysoko uniesionymi rękami. Modlił się żarliwie z jakimś szczególnym zamiłowaniem. Płakał. Błagał Najwyższego o litość dla obywateli miasta, którzy wybrali go na rzecznika swoich spraw. Miał uzyskać dla nich odkupienie grzechów i wybłagać dobry, lepszy przyszły rok.
Na takim adwokacie, jakim był reb Mejlech, zacni obywatele starej bożnicy mogli w zupełności polegać.
Po pierwsze, ze względu na walory głosowe. Starzy mieszkańcy opowiadają, że w młodości znany był z potężnego głosu, przypominającego istny ryk lwa. Wystarczyło, by otworzył usta, a ściany bożnicy trzęsły się w posadach, zaś okna rozdzwaniały się jak dzwony. Do tego był specjalistą od płaczu. Jak nikt ronił łzy, umiał płakać jak wierzba. Na ten widok cała bożnica wpadała w szloch. Na starość głos mu osłabł. Pozostał tylko płacz. Był to jednak płacz, który rozsadzał ściany, płacz, który potrafił ożywić zmarłych.
Reb Mejlech wznosi ręce do góry i wykłóca się z Bogiem, spiera się z nim. Spór jest płaczliwy. Na melodię typową dla modlitwy neile.
— Oj-wej, tate! Oj-wej, ojcze. Oj-wej, oj-wej!