A wtedy każdy odczuwa skruchę, żałuje za swoje grzechy i prosi Boga, aby mu ją wymazał, dał odpuszczenie, zapomniał o tym, co było złe i podarował nowy rok życia. Rok dobry dla niego i dla jego gołych, bosych i głodnych dzieciątek.

Na wspomnienie gołych, bosych i głodnych dzieciątek, na wspomnienie niewinnych duszyczek, serca ludzi miękną jak wosk. Gotowi są pościć jeszcze trzy dni i jeszcze trzy noce, aby tylko wybłagać u Tego, który jest wieczny, dobry nowy rok...

I reb Mejlech, nasz kantor, po krótkim odpoczynku, łapie drugi oddech.

Nieartykułowane dźwięki przeplatają się z płaczem i błaganiem.

Oj-wej! Oj-wej! Oj-wej!

Nagle zapada cisza. Słychać jakieś uderzenie. Zdaje się, że coś upadło. Rozlegają się szepty.

— Sza. Sza. Szames154! Szames!

Nadbiega Chaim, szames bożnicy. Chwyta reb Mejlecha za ręce. Podtrzymuje go. Kantor odrzuca głowę do tyłu. Oczy ma na wpół przymknięte. Twarz ma bladą jak kreda. Wargi martwe. Igra na nich jakiś gorzki uśmieszek.

Tłum się podrywa. Podają reb Mejlechowi krople nasercowe. Opryskują go wodą. Przyciskają mu skronie. Nic nie pomaga. Kantor reb Mejlech nie rusza się. Kantor reb Mejlech umarł...