Wilk, gdy napada na stado i porywa owieczkę, wywołuje wśród pozostałych owiec zamieszanie. Jest to popłoch krótkotrwały. Wnet po tym zbijają się w kupę i tylko dreszcze przechodzą po ciele każdej owcy.
Tak też było w starej bożnicy, gdy umarł kantor reb Mejlech.
Przez krótką chwilę panowało w niej zamieszanie. Zrobiło się gwarno. Z pomieszczenia dla kobiet wydarł się jakiś dziwny pisk. To Cywia, żona kantora, straciła przytomność. Na ten widok kilka kobiet wpadło w omdlenie.
Wtedy reb Juzipl dał znak gabemu155. Ten uderzył w blat pulpitu. Ma być cicho. I wtedy Chaim, szames bożnicy, który przewodził porannej modlitwie, podszedł do pulpitu i podjął dalsze modły. Wszyscy zgromadzeni w bożnicy zaczęli się modlić dalej. I trwało to tak długo, dopóty Nisl, trębacz, nie zadął w róg po raz ostatni.
Potem odmówiono błogosławieństwo i przystąpiono do powszedniej modlitwy wieczornej maariw156, po której wszyscy wyszli na dwór powitać nowy księżyc. Następnie udano się do domu, aby coś przegryźć po wielkim poście. Każdy chciał się pokrzepić. Jedni kawałkiem kury ofiarnej i szklanką czegoś gorącego, drudzy zwykłym kawałkiem chleba ze śledziem i szklanką wody.
W godzinę po posiłku wszyscy wylegli na podwórze przed bożnicę. Zapełnili je po brzegi. Nie było gdzie szpilki wetknąć.
Zgromadzili się tu wszyscy. Mężczyźni i kobiety, chłopcy i dziewczęta. Nawet dzieci wyjęto z kołysek. Jak jeden mąż cała Kasrylewka przyszła na pogrzeb.
Zacni obywatele, gospodarze domów, sami zajęli się pogrzebem. Zadbali o dobry uczynek. Nie dopuścili szamesów. Nie dziwota. Taki nieboszczyk!
Noc była jasna i ciepła. Świecił księżyc. Jego blask opromieniał całą Kasrylewkę. Zdawało się, że księżyc cieszy się z tego, że Żydzi przyszli złożyć hołd kantorowi reb Mejlechowi przed oczekującą go daleką drogą. Gdy zatrzymali się z trumną przed starą bożnicą, reb Juzipl zaczął odprawiać egzekwie.
Zgromadzony tłum płakał.