Słowem, miał na to swoje z palca wyssane gadki i wydumane śpiewki. Ale niech tam. Byleby przynajmniej utrzymywał na starość reb Juzipla. Gotowi byli wybaczyć mu zimno w bożnicy. A ile potrzebuje, pożal się Boże, stary Żyd i do tego rabin, a szczególnie taki Żyd i taki rabin, jak reb Juzipl? W najlepszych swoich czasach zadowalał się byle czym. Sama rabinowa, znana ze swej pobożności Tema, wieczny jej pokój, zwykła była opowiadać, że jej mężowi zawsze było wszystko jedno. Gdyby mu dali do zjedzenia gorący węgiel, zjadłby. Poparzyłby się, ale jadłby. Taki to był z niego „delikatniś”. Cóż dopiero teraz, gdy jest stary.

Z jednym tylko kłopot. Trochę ciasnawo ma u łaziebnych... Ale jest na to rada. Adam i Ewa mogą sobie całkiem spokojnie i wygodnie spać w łaźni, a „rebe” w izbie. Łaźnia i izba stanowią właściwie jedno pomieszczenie, są pod jednym dachem. Łaźnia ma też inną zaletę. Zimą jest w niej ciepło jak w prawdziwym raju. Prawda, ta zaleta jest nią tylko w zimie. Nadchodzi lato i zamienia się ona w wadę. Robi się strasznie gorąco. Nie tylko w łaźni, ale i w izbie. Można się od tego gorąca roztopić. Ale i na to jest rada. Można spać na dworze. Latem na dworze jest stokroć przyjemniej niż w izbie. Zwłaszcza tu, nad brzegiem rzeki. Prawdziwy raj. Prawda, ta zaleta kryje w sobie pewną wadę. Chodzi o żaby. Trudno tu zasnąć. A więc może jednak izba? A czyż w izbie nie ma żab? Czyż nie przytrafiło się kiedyś Chawie, że żaby wskoczyły jej na twarz? Mało to razy znajdowała je w łóżku albo w dzieży, albo po prostu w piecu?

Słowem, „rebego” ulokowali w izbie, zaś Adam i Ewa „osiedlili” się w raju, to znaczy w łaźni. Otoczyli go opieką i uważali, aby mu było dobrze, aby miał wszystko przygotowane na czas. Zarówno jedzenie, jak i picie. Z biegiem lat bardzo się do niego przywiązali. Pokochali go jak najbliższego człowieka.

Stary rabin zwracał się do nich per „dzieci”. Oni zaś „rebe”. I nie bez podstaw. W ciągu jednego dnia nasłuchali się od niego więcej mądrości, niż w ciągu całego swego życia. A wszystko, czego się od niego dowiedzieli, było dla nich nowe. W ich oczach ukazywał się jako człowiek, który dopiero co przybył z dalekiego kraju i ma mnóstwo ciekawych rzeczy do opowiedzenia. Nigdy nic podobnego nie słyszeli, nawet im się nie śniły takie opowieści. Z otwartymi ustami, z biciem serca w piersiach, siadała ta para zimą przy jego legowisku, latem zaś na dworze, na przyzbie i chłonęła jego słowa. Nie odrywała wzroku od „rebego” i słuchała. On zaś mówił o sprawach ducha. Opowiadał o boskich cudach, o ludziach na ziemi i o aniołach na tamtym świecie. Mówił o ziemi i o wszystkich stworzeniach, które na niej żyją. Rozprawiał o słońcu i niebie, o księżycu i gwiazdach, o planetach i innych ciałach niebieskich. I nieraz wydawało się Adamowi i Ewie, gdy tak siedzieli na dworze w owe ciepłe, jasne letnie noce, że ten starzec z pochylonym grzbietem, z krótką białą bródką i z tymi dobrymi, bardzo dobrymi oczami, składa się z ducha, a nie z materii. Mieli wrażenie, że oto odrywa się od ziemi, unosi i szybuje w powietrzu. Lata i znika gdzieś wśród gwiezdnych przestrzeni. I oni również mają uczucie, że coś ich ciągnie w górę, do owych przestrzeni, do owych gwiazd. Czują, że ciągnie ich ku owym duszom, które błądzą w gwiaździstych przestworzach w bezowocnym poszukiwaniu spokoju.

Jeden tylko Pan Bóg w niebie wie, że nikomu tak dobrze na świecie nie było, jak naszej parze i że nikt nie miał tak szczęśliwej starości, jak stary rabin, reb Juzipl z Kasrylewki, u Adama i Ewy w raju.

Rozdział Ł. Reb Juzipl chyba po raz pierwszy w życiu wpadł w gniew

Niebo i ziemia sprzysięgły się, aby nic wiecznie nie trwało na tej ziemi. Nikomu też i nigdzie nie powinno zawsze być dobrze. Jest taki Szatan-Prokurator, który wtrąca się w nasze sprawy. Stoi za plecami człowieka i pilnuje jego duszy, baczy, aby nie zapomniała o Bogu. Ten to szatan wtrącił się i tutaj, do raju, który opisaliśmy w poprzednim rozdziale, i o mało co nie wypędził z niego Adama i Ewy, a wraz z nimi naszego nieboraka, starego rabina. O mało co nie zniszczył gniazda, nie doprowadził do zerwania więzów miłości i przyjaźni. Niewiele brakowało, a szczęście panujące w raju uległoby zakłóceniu na zawsze.

Stało się to wówczas, gdy łaziebna Chawa wróciła z targowiska z pustymi rękami. Chciała kupić ryby — a ryb nie było. Chciała nabyć kartofle — podobnie. Chciała wreszcie kupić wielką cebulę, ale cebuli też nie było. Na targu nie spotkała żywej istoty. Czyżby za wcześnie się tam wybrała? Postanowiła trochę poczekać. Dzień stał już w całej swojej krasie, a na targu nawet psa z kulawą nogą nie widać. Tu i ówdzie dostrzegła biegnących w pośpiechu Żydów. Widzi, jak się pakują, szykują do drogi. Co tu się dzieje? Uciekają? Dokąd? Ano, w świat!

I zanim Ewa wróciła do domu i zdążyła przekazać to, co widziała Adamowi i „rebemu”, pół miasta było już po tamtej stronie cmentarza.

Z początku reb Juzipl nie chciał w to uwierzyć. Uciekają? Co znaczy, uciekają? Potem wziął swoją sfatygowaną laskę z wygiętą blaszaną gałką. Laska liczyła tyle lat, ile wynosiła kadencja reb Juzipla na stanowisku rabina. Nie zważając na swoje lata, puścił się w drogę do miasta. Tam zastał jeszcze kilku Żydów wybierających się w drogę. Zatrzymał ich i ze słodkim uśmiechem na ustach zaczął ich ganić, prawić morały.