Poruszyło to wówczas cały świat. Zupełnie obcy ludzie wmieszali się wtedy w ich żydowskie sprawy, w ich sądy. Drwili z nich, wyśmiewali się z ich obyczajów i zwyczajów. Nazwali ich fanatykami. Słowem, było fe. Całkiem brzydka sprawa.

Prawda, tamte głupie lecz szczęśliwe czasy dawno już minęły i tylko sam Bóg wie, czy kiedyś powrócą. I chociaż dziś obydwa miasta mają większe nieszczęścia, niż różnica w modlitewnym porządku, to nienawiść między kasrylewskimi i kozodojewskimi Żydami pozostała. Nie sposób wyjaśnić ją na zdrowy rozum komuś postronnemu.

Spróbuj, dla przykładu, wyjaśnić, dlaczego mały szajgec250 w Kasrylewce na widok Żyda musi koniecznie chwycić czapkę w zęby, potrząsnąć nią i śpiewać: „Żyd, Żyd, Chałamyd! Zahubiw, czerewik! A ja szow! Taj noszow! Taj pidniow! Taj piszow!251”. Albo odwrotnie. Bądź taki mądry i wytłumacz, skąd to się wzięło, że Żydzi kasrylewscy, gdy rozmawiają o nie-Żydach, lubią używać słów hebrajskich, na ile tylko pozwala im ich znajomość: daj urelowi w jodaim a cancenes jasz, czyli daj gojowi w łapę butelkę gorzały, ale niepełną, z kawałkiem lechem, albowiem dziś jeszcze nie jadł i daj im meszalem, czyli opłać mu dwa zehuwim, czyli dwa złote i niech sobie idzie. Miej go jednak na uwadze, żeby czegoś nie zwędził. Są to sprawy, których zwykłym rozumem nie obejmiesz. Trzeba je wyczuć. Wróćmy jednak do Żydów z Kasrylewki i z Kozodojewki.

Są takie chwile w życiu człowieka, kiedy o wszystkim zapomina. Wszystko zostaje wymazane z jego pamięci. Wydaje się, że nigdy nie miało miejsca. Szczęście, że tak jest. Inaczej świat by nie istniał. Nie jest sprawą przypadku, że nasi mędrcy wprowadzili zwyczaj, że w wigilię Jom Kipur252 wybacza się sobie nawzajem grzechy.

Tak też znikła jak kamfora nienawiść między kasrylewskimi Żydami a Żydami z Kozodojewki, gdy tylko spotkali się na szlaku w trakcie ucieczki podczas zamieszek i popłochu. Koniec nienawiści. A spotkali się na samym środku drogi, w polu, niedaleko od owego miejsca, gdzie dawniej stała karczma żydowska zwana „Dębową”, która na skutek wprowadzenia monopolu uległa zamknięciu. Nie dała rady.

Gdy Kasrylewka spotkała się z Kozodojewką natychmiast się zatrzymała. To samo uczyniła Kozodojewka. Nawiązał się między nimi ten oto dialog:

Kasrylewka: — Dokąd to, na przykład, jadą Żydzi?

Kozodojewka: — A dokąd to wy?

Kasrylewka: — My? My tak sobie jedziemy. Każdy w swojej sprawie. To znaczy za interesem.

Kozodojewka: — Całe miasto za interesem?