A reb Juzipl siedzi, opierając się na lasce, i słucha uważnie. Siedzi i myśli. Nie odzywa się ani jednym słowem. Wreszcie podnosi głowę, rozgląda się na wszystkie strony, odkłada na bok starą, sfatygowaną laskę, zdejmuje czapkę i pozostając w samej jarmułce, odzywa się tak do Adama i Ewy:
— Słuchajcie, dzieci moje, tego, co wam powiem. Wszystko, coście mi tu naopowiadali, to czyste banialuki nie warte złamanego szeląga. Przyjmijcie oto do wiadomości, że Ten, który czuwa nad Izraelem, nie zmruży oka i nie będzie spał. Bóg nie śpi. Opowiem wam historię z morałem o królu. Kiedyś był król...
— Co tam król? Co mi król? Weźcie pod uwagę to, co opowiadała Hopka — Adamowi słowa te wyrwały się nagle. Pożałował ich natychmiast. Czuł, że postąpił trochę gruboskórnie. Nie mógł już jednak tego naprawić. Reb Juzipl odwrócił się od niego, włożył na siebie tałes247 i tefilin248, wziął do ręki księgę, sięgnął po starą laskę i usiadł przy stole. Siedzi, jak król w czasie wojny. Uzbrojony od stóp do głowy, rozgląda się z dumą i z poczuciem wyższości.
— Ano, niech ktoś spróbuje przystąpić tutaj?
Z jego czarnych oczu i siwych włosów bije taka odwaga i taki spokój, że Adam i Ewa poczuli, że nic strasznego im nie grozi. Mają na kim się oprzeć.
Rozdział M. Dwa miasta spotykają się i rozjeżdżają z niczym
Ludzie kłębili się na trakcie prowadzącym do leżącej w okolicach Jehupca Mazepowki. Pierwszym miejscem postoju była Kozodojewka — żydowskie miasto słynne ze swoich kóz. Sama zresztą nazwa na to wskazuje. Kozy tam inaczej się doją. Od kasrylewskich różnią się rogami, a właściwie tym, że nie mają rogów. Tam, gdzie zwykle rosną rogi, mają jakieś dziwne cacko — coś w rodzaju, nie przymierzając, tefilin na czole. Z natury są bardzo płochliwe, a ściślej mówiąc, są grzeczniejsze i głupsze od kóz kasrylewskich. Kozodojewska koza, jeśli natkniesz się na nią na środku ulicy, pokażesz jej wiązkę siana i powiesz: „Koz-koz-koz”, stanie z rozstawionymi nogami. Choć bierz i wydój ją...
Również kozodojewscy Żydzi nie są takimi Żydami, jak ci z Kasrylewki. Co, oczywiście, nie znaczy, że nie są takimi samymi Żydami. Mają te same dusze, te same żołądki. Są takimi samymi biedakami, jak kasrylewianie. Cała różnica polega tylko na tym, że oni w innej kolejności odmawiają werset z modlitewnika. Żydzi z Kasrylewki najpierw mówią: Hojdu (dziękujcie Bogu), a następnie „błogosławiony, który powiedział”, zaś Żydzi z Kozodojewki najpierw mówią „błogosławiony, który powiedział”, a potem: Hojdu. Z pozoru niby nic. Co za różnica? I tak i tak jest to modlitwa do Boga. Ale wcale tak nie jest.
Ongiś, w dobrych czasach, gdy kasrylewscy i kozodojewscy Żydzi żyli sobie nie najgorzej, mieli uczciwe zarobki i nie mieli większych kłopotów, z powodu tej różnicy lała się krew. Nieraz bywało, że Żyd z Kozodojewki przychodził pomodlić się do bożnicy w Kasrylewce. Kantor249 stanął przed amboną, nasunął tałes, rozkołysał się i melodyjnie zaczął modlitwę według wzorca kasrylewskiego, a ten po swojemu — powtarzał od końca i to z rozmachem. I odwrotnie. Kiedy Żyd z Kasrylewki przyszedł do bożnicy w Kozodojewce, a kantor, z oddaniem zamykając oczy i podnosząc ręce do góry, zaczął: „Błogosławiony ten, który powiedział, i świat się wyłonił”, kasrylewianin donośnym głosem odpowiadał: „Chwalcie Boga, odwołujcie się do jego imienia, rozgłoście wśród narodów jego czyny”.
Nie pierwsze słowa były przykre dla kozodojewskich Żydów. Dokuczliwszy był donośny i rozciągliwy głos, którym kasrylewianin wypowiadał słowa „jego czyny”. O co chodzi? Chcesz tak powiedzieć, to stań przed pulpitem i powiedz to po swojemu, ale cicho. Po jakiego diabła rozciągać te „jego czyny”? Wiadomo, robisz to bracie na złość. A skoro jesteś złośnikiem, należą ci się baty. I włożyli mu wówczas, ile się tylko dało. Tak powstała nienawiść między kasrylewskimi i kozodojewskimi Żydami, która ciągnęła się przez długie lata. Zaczęła się od batów, a kończyła na donosach, grubiaństwie i podkopywaniu.