„Był pan już na naszym cmentarzu?” To pytanie postawi nam każdy kasrylewianin. Mówi zaś to z taką dumą, jakby chodziło o winnicę jego ojca. Jeśli nie byliście na cmentarzu, to zróbcie mu łaskę i choć raz przejdźcie się po nim. Przeczytajcie sobie przy okazji stare, na pół starte napisy na pochylonych macewach. Znajdziecie tam niezły kawałek historii całego narodu. Jeśli zaś umiecie roztkliwiać się i zachwycać, to oglądając to biedne miasto z jego bogatymi cmentarzami, nie oprzecie się chęci powtórzenia starego wersetu: „Jak dobre są twoje namioty, Izraelu. Jak dobre są twoje miejsca wiecznego odpoczynku”.
Upragniony brys294
— Ach ty niedojdo! Kiedy wybraliście się z „brysem”? Na samą wigilię święta?
— Nie mogę się już doczekać tej radości!
— Jeśli Bóg okaże nam łaskę, to jeszcze urodzi mi się chłopczyk. Zobaczycie!
— Ona musi urodzić mesjasza! Nie inaczej!
Takie i im podobne słowa dolatywały przez cały dzień z mieszkania stolarza Enocha, a Rajzla kurczyła się z bólu, krzyczała i po prostu nie mogła sobie znaleźć miejsca.
Były chwile, że miotała się z kąta w kąt, darła na sobie skórę i błagała o śmierć. „Boże wiekuisty! Ojcze najsłodszy, pomóż mi umrzeć!”
Rodzić zaczęła Rajzla już z samego rana, ale starała się z tym nie zdradzić. Nie chciała, aby ktokolwiek o tym wiedział. Wieczorem, kiedy chwyciły ją właściwe bóle, położyła się do łóżka. Zacisnęła zęby, aby nie wyć z bólu. Twarz jej to czerwieniała, to siniała. W pewnej chwili nie wytrzymała i nieswoim głosem krzyknęła:
— Mamusiu, daj mi siłę, abym mogła umrzeć!