Sara-Ruchla, baba-położna, która stała przy jej łóżku, ani drgnęła. Nieraz już widziała takie sceny. Nachyliła się tylko nad rodzącą i zakasawszy rękawy aż po swoje czarne łokcie, zaczęła ją podtrzymywać na duchu.

— Krzycz, krzycz moje dziecko! Rodząca powinna krzyczeć. Jeszcze jeden taki krzyk i Bóg da, że wszystko będzie w porządku. Twoja matka na tamtym świecie stoi w tej chwili przed Najwyższym Sędzią i prosi o łaskę dla ciebie. A Bóg da i urodzisz w zdrowiu syna — pociechę w twoich codziennych kłopotach.

Bóle mijają i Rajzla leży trochę przytępiona, jakby trochę pijana. W ustach jej dzwoni. Nie śpi, ale jest trochę zamroczona. Nie wie, na jakim jest świecie. Co się z nią dzieje? Co z nią będzie? Może to już koniec jej cierpień? Może umiera? A umrzeć Rajzla nie chce. Po trzykroć nie! Ma zaufanie do tego, który jest wieczny. Wierzy, że Zetł, jej mąż, wróci z dalekiej Ameryki, ufa, że szczęśliwie i długo jeszcze pożyje u boku swego drogiego, kochanego męża.

A gdzie jest teraz Zetł? Krawiec Zetł w kilka miesięcy po ślubie opuścił ją. Wyruszył w daleki świat, aby tam znaleźć parnose295. Trafił do Ameryki. Teraz wszyscy jadą do Ameryki. Wyjechał Zetł i nie ma go. Przepadł, jak kamień w wodzie.

— Z pewnością ma już drugą żonę. Znowu wziął forsę w posagu. Oby się nią udławił. Boże mój jedyny!

W ten sposób mówiono w domu stolarza Enocha. Wszyscy tak mówili. Oprócz, rzecz jasna, Rajzli. Ona inaczej myślała o swoim Zetlu. Ona go znała lepiej, aczkolwiek żyła z nim zaledwie cztery miesiące. Wciąż na niego czekała. Spodziewała się go w każdej chwili. Jeśli tylko żyje, jeśli tylko jest zdrowy, to wróci. Wróci z pewnością, albo przynajmniej przyśle jej list. Napisze list i włoży do niego swój „portret”. A kiedy Bóg da i miły list z „portretem” we wnętrzu nadejdzie, kto będzie mógł się z nią równać?

Przez wiele dni wypatrywała go, wielu nocy nie przespała. Wiele, po kryjomu, łez wylała. Zakopywała głowę w poduszkę, aby ludzie tego nie widzieli. Aby przyjaciółkom nie przysporzyć zmartwień, a wrogom radości.

Z chwilą, kiedy poczuła, że staje się matką, jej zmartwienie się pogłębiło. Do kogo zwrócić się o pomoc? Gdyby nie bała się Boga i piekła, skończyłaby z sobą.

Istnieje nawet przypuszczenie, że pewnego dnia, kiedy prała bieliznę w rzece, miała zamiar rzucić się w jej odmęty. W ostatniej podobno chwili przypomniała sobie o tym, co ją za to czeka na tamtym świecie i powstrzymała się. Na wpół żywa złapała bieliznę i pędem wróciła do domu. I właśnie wtedy spotkała ją na drodze położna Sara-Ruchla.

— Dlaczego tak pędzisz, córuchno?