Lechaim — powiedział uhonorowany „krzesłem proroka Eliasza” stolarz Enoch. — Lechaim! Oby Bóg dał, abyśmy mogli wypić na jego weselu.

A baal-mecicy306, małżonek kurołapki Asny, wysłużony żołnierz cara Mikołaja, mężczyzna o grubych wargach, wlał za jednym zamachem w gardło trzy szklanki wódy i posunął się w swoich życzeniach znacznie dalej:

Lechaim! Oby Bóg dał, abyśmy dożyli chwili, kiedy ten chłopiec się ożeni i spłodzi dzieci, a my żebyśmy mogli uczestniczyć we wszystkich brysach i weselach jego dzieci, i dzieci tych dzieci!

Kobiety również wypiły po kropelce i nabrały rumieńców. Stały się jeszcze bardziej rozmowne i zaczęły naraz gęgać, niczym gęsi.

Potem mężczyźni wynieśli na dwór stoły i krzesła, zrzucili, za przeproszeniem, kapoty i puścili się w tan w samych tylko spodniach. Zupełnie jak w święto radości Tory — Symchas Tojre307.

A na przesłoniętym dziurawym prześcieradłem łóżku siedziała Rajzla ze swoją kruszyną w rękach. Przytuliła do piersi maleństwo i czule patrzyła na tych dobrych ludzi, którzy tyle dobrych życzeń jej złożyli. Nie mogła zrozumieć, czemu to wszystko zawdzięcza. I przeniósłszy wzrok na swoją pociechę, wyszeptała:

— Wykapany tatuś. Jak dwie krople wody.

I z jej pięknych, niebieskich, głęboko osadzonych oczu wytrysnęły dwie łzy. Stoczyły się po bladej, umęczonej twarzy i spadły na jej białą młodą pierś.

Oby się to Żydom nie przydarzyło

Zajdel, syn Szai, to młody człowiek wciąż jeszcze pozostający na utrzymaniu teścia. Mimo iż ma już kilkoro dzieci, dalej nie ima się pracy, jeno dniami i nocami ślęczy nad świętymi księgami. Zresztą o co ma się martwić. Jest jedynakiem, a reb308 Szaja to bogacz. Po nim — oby nawet po stu dwudziestu latach309 — cały majątek jemu przecież przypadnie.