O czym Zajdel mówił z rabinem, tego nikt nie wie.

Chodzą słuchy, że doszło między nimi do gwałtownej dyskusji. Zajdel utrzymywał, że nie wolno Żydowi uprawiać lichwy, gdyż ta, według dokładnego przestudiowania Pisma, równa się grabieży. Człowiek żyjący z lichwy gorszy jest od najgorszego. Bo jak to może być? Wszyscy mają ciężko harować, a on co? Gdzie tu sprawiedliwość?

Rabin Juzipl próbował kontrargumentować. Powołał się nawet na „poprawkę” błogiej pamięci Maharama311, słynnego talmudysty, wniesioną przez rabiego Meira, syna Gedalii z Lublina312, w myśl której świat bez pożyczania pieniędzy nie mógłby istnieć. Cytował jego książkę Jiszuw haolam (Cywilizacja, zwyczaje świata). Na te wywody Zajdel odparł, że według jego rozumienia, jeśli na tym ma się opierać istnienie świata, to cały ten świat wraz z panującymi w nim obyczajami nie zasługuje na to, aby istnieć.

— Co to za świat — zapytał Zajdel — który przywłaszczanie groszowego obwarzanka przez głodnego człowieka nazywa kradzieżą, a rabowanie całych rzesz wdów i sierot określa mianem „dorabiania się”? Czy jest słuszne, żeby za ucięcie komuś palca wysyłać na katorgę sybirską, a za wyrżnięcie osiemdziesięciu tysięcy Anglików w Afryce przypinać medal za odwagę?

I ująwszy rabiego Juzipla za klapy kapoty ciągnął dalej:

— Czy to jest sprawiedliwe? Czy tak ma wyglądać sprawiedliwość? Jedzie sobie po świecie stary Krygier, szef Burów313, i puka biedaczysko do wszystkich drzwi, błagając o miłosierdzie dla swego biednego kraju. Niczego poza sprawiedliwym sądem nie żąda. Zdaje się na wyrok opinii społecznej. Niech ludzie osądzą. A tu jeden powiada, że nie chce się wtrącać, a drugi powiada, że jemu wobec pierwszego po prostu nie wypada. Słowem, jeden tak, a drugi siak. A tymczasem krew się leje. Gdzie więc jest ta sprawiedliwość? Gdzie jest to człowieczeństwo? A ty rabinie prawisz mi o „cywilizacji”, o „zwyczajach świata”, o „istnieniu świata”! Ładny mi świat!

I coraz bardziej zapuszczał się Zajdel w głąb rozważań na temat świata. Zapędził się i zabrnął zbyt daleko. Wszedł na niebezpieczne drogi. Zaczął wszystkiemu zaprzeczać, ze wszystkiego się naśmiewać, wszystkim świętościom urągać.

Toteż reb Juzipl uznał, że nie ma o czym z nim mówić dalej. Zatkał rękoma uszy i krzyknął:

— Dosyć! Dosyć! Dosyć!

I kiedy Zajdel poszedł sobie wreszcie, reb Juzipl zawołał ludzi i tak do nich przemówił: