Swat, reb Szolem-Szachne, wpada tymczasem na prosty pomysł. Przychodzi do sklepu i proponuje Noemu, aby wydał swoją najmłodszą córkę za mąż za Dawida, syna Borucha-Benejona. Wyjmuje przy tym pudełko z tabaką i wylicza wszystkie nadzwyczajne zalety swego kandydata do ręki Frejdl. Ta, rzecz oczywista, usunęła się na bok, aby nie zauważono, jak się zarumieniła.
Na białej szyi miała Frejdl wisiorek. Na tym wisiorku był węzełek, w którym przechowywała liścik napisany pięknym kaligraficznym, zdobionym w esy-floresy pismem. Zawierał on następujące słowa:
„Najdroższa i najukochańsza moja duszo! Przyjaciółko i ozdobo mojej głowy! Rozkoszy moja i życie moje! Frejdl! Obyś mi była zdrowa! Gdyby nasza rzeka zawierała sam tylko atrament, a las same tylko gołe pniaki, a cały świat zbudowany był tylko z papieru i gdybym na tym papierze pisał do Ciebie w dzień i w nocy, to bym i tak nie zdołał wyrazić choćby jednej dziesięciotysięcznej części tego, co moje serce czuje do Ciebie. A stało się to od pierwszej chwili, kiedy ujrzałem Twoją jasną twarz, która ładniejsza jest od słońca i kiedy usłyszałem Twój głos, który słodszy jest od najsłodszego wina!”
I dalej w tym duchu.
Nasza para czekała tylko na chwilę, kiedy reb Szolem-Szachne wpadnie na pomysł, aby ją wyswatać. A kiedy doszło to już do skutku, narzeczony posłał swojej lubej dwa złote kolczyki za piętnaście rubli. Narzeczona zaś uszyła dla swojego oblubieńca woreczek na tefilin322 z czystego aksamitu. Wyhaftowała na nim srebrną tarczę Dawida i dwa lwy z koroną. Było to istne cacko, godne najwyższego podziwu. I nie było szczęśliwszej od nich pary na świecie. Zarówno on, jak i ona, po cichu i z niecierpliwością liczyli tygodnie, godziny i minuty dzielące ich od weselnego baldachimu. Ślub wyznaczony został na Szabat Nachmu323. No i wreszcie wybiła godzina ich szczęścia. Kto nie widział, w dniu ślubu córki Frejdl, sklepikarki Zełdy, biegającej w zawiązanej z tyłu głowy we dwa szpice chustce, wołającej ochrypłym głosem: „Gdzie się, na moje nieszczęście, podziewa Noe?”, ten niczego piękniejszego nie widział. Ten nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak wygląda prawdziwy rozgardiasz.
— Narzeczeni poszczą — krzyczała piskliwym głosem — a jego diabeł poniósł. Gdzie się podziewasz Noe? Gwałtu! Rety! Ja tego nie przeżyję!
Krewni ze strony narzeczonego przychodzą jej w sukurs.
— Gdzie jest ojciec narzeczonej? Już najwyższy czas stanąć pod baldachimem. Gdzie jest mechutan324?
A nasz Noe siedzi sobie tymczasem w kąciku razem z przyjacielem, reb Mojsze-Josiem, zięciem rabina. Zaszył się tam i wylewa przed nim żale z powodu zepsutego, jak twierdzi, wesela.
Wszystkie, bez uroku, córki wydał w sposób należyty. Na każde ich wesele sprowadzał z samego Kijowa klezmerów325. A teraz, kiedy wydaje najmłodszą, klezmerów nie ma. Odfajkowane wesele. Zepsute wesele.