Bracia jednak nie przywiązywali żadnej wagi do jego słów. W głowie mieli tylko „miasto”, honorowe miejsce ojca w bożnicy. Obaj rzucili się w kierunku wschodniej ściany. Wielkimi susami przeskoczyli ławki i pulpity i jednocześnie dopadli „miasta”. Obaj usiedli, podparłszy się plecami o ścianę, a nogami o podłogę. Jeden złapał drugiego za brodę i zgrzytając zębami warknęli:

— Prędzej dostaniesz cholery, nim będziesz siedział na tym miejscu.

Tymczasem szames Azriel podniósł się, wyprostował kości i podszedł do braci. Obaj leżeli na podłodze i ciągnęli się za brody. Szames Azriel zaczął z nimi po dobremu:

— Fe, moglibyście się wstydzić! Dwaj bracia bliźniacy, synowie jednych rodziców, wyrywają sobie nawzajem włosy z brody. I to gdzie? W Świętym Przybytku! A fe!

Zaraz jednak Azriel spostrzegł się, że jego słowa są rzucane na wiatr. Gorzej! Jego morały działały jak oliwa dolewana do ognia. Obaj bracia tak się dali porwać furii, że w ręku jednego i drugiego znalazły się całe garście włosów z brody przeciwnika. Czarne Meira w rękach Sznejura i rude Sznejura w rękach Meira. Policzki obu pokryły się siniakami, a jednemu z nich krew pociekła z nosa.

Dopóki w grę wchodziły tylko brody, policzki, ciosy i szturchańce, Azriel mógł jeszcze starać się przemawiać im do rozsądku, mógł im prawić morały, ale kiedy zobaczył krew, nie wytrzymał. Krew, jeśli nawet tylko z nosa, zalatuje już czymś złym i brzydkim. Nie przystoi to Żydowi. Tfu! I nie zastanawiając się skoczył do przedsionka bożnicy, nabrał wody do wiadra i oblał obu zwaśnionych braci.

Od kiedy świat jest światem, zimna woda jest najlepszym środkiem na doprowadzenie człowieka do przytomności. Człowiek może płonąć gniewem, może być rozsadzany przez złość, ale wystarczy jeden kubeł zimnej wody, aby oprzytomniał. Zimna woda ostudza namiętność, odświeża rozsądek i przywraca zdolność logicznego myślenia.

I zimna kąpiel zaaplikowana przez Azriela odniosła skutek. Bracia, jakby obudzeni z koszmarnego snu, natychmiast oprzytomnieli. Spojrzeli sobie w oczy i zawstydzili się. Tak samo, jak kiedyś w raju Adam i Ewa, którzy skosztowali owocu z zakazanego drzewa wiadomości, i nagle zauważyli, że są nadzy. Tejże soboty, wieczorem, po hawdale386 udali się w towarzystwie wielu Żydów do rabina Juzipla. Postanowili oddać sprawę w jego ręce i pod sąd ludzki.

D

Gdyby Kasrylewka nie była zabitym zakątkiem oderwanym od wielkiego świata i gdyby w niej na przykład wychodziły gazety, czasopisma lub ilustrowane magazyny, to by świat z całą pewnością miał wiele do czynienia z reb Juziplem. Wszystkie bowiem czasopisma pisałyby o jego nadzwyczajnej mądrości, a mędrcy i uczeni, znani i wielcy ludzie z całego świata jeździliby do niego, aby na własne oczy ujrzeć tego nadzwyczajnego człowieka i posłuchać jego mądrych rad. Fotografowie i malarze uwieczniliby jego podobiznę, a zdjęcia i obrazy z jego postacią rozpowszechniane byłyby na całym świecie. Dziennikarze zawracaliby mu głowę wywiadami. Chcieliby się wszystkiego o nim dowiedzieć. Jakie lubi potrawy? Ile godzin na dobę śpi? Czy wierzy w nieśmiertelność duszy? Co sądzi o paleniu papierosów? Czy jazdę na rowerze uważa za niebezpieczną? I co sądzi o wielu innych rzeczach? A że Kasrylewka jest głuchym zaściankiem, w którym żadne gazety i czasopisma się nie ukazują, świat nie ma pojęcia o rabinie Juziplu. Nie ma więc o nim żadnej informacji i mędrcy, uczeni oraz sławni ludzie do niego nie jeżdżą. Malarze go nie malują, a fotografowie nie robią mu zdjęć. Dziennikarze nie przeprowadzają z nim wywiadów. Zostawiają go w spokoju, a on żyje sobie spokojnie, cicho, skromnie, bez zbędnej wrzawy i zgiełku. Nikt oprócz kasrylewian nie potrafi powiedzieć o nim słowa. Jego rodzinne miasto zachwyca się zaś nim i podziwia go. Ceni rabina wysoko i nie żałuje mu honorów. (W Kasrylewce pieniędzy nie ma, ale honorów za to w bród). Mówią o nim, że to Nyster, wielki mędrzec, który na co dzień nie objawia swojej mądrości, ale kiedy przychodzą do niego, aby rozstrzygnął jakąś kwestię, spotykają się z głębokim i wielkim umysłem. Słowem, mędrzec z niego znamienity.