Po pożegnaniu soboty, odmówieniu błogosławieństwa hawdali, Meir i Sznejur przyszli do domu rabina Juzipla i przedstawili mu do rozstrzygnięcia sprawę spadku. W izbie sądowej rabina był już spory tłum Żydów. Miasto chciało wiedzieć, jak reb Juzipl rozstrzygnie spór braci? Jak uda mu się podzielić jedno „miasto” między dwóch pretendentów?

Reb Juzipl pozwolił obu stronom wygadać się do syta. Kierował się zawsze zasadą, że przed wydaniem wyroku powinien wysłuchać wszystkich racji i wzajemnych pretensji. Po wyroku bowiem nie ma już reklamacji. Potem pozwolił wyczerpująco się wypowiedzieć szamesowi Azrielowi, który był tu koronnym i wiarygodnym świadkiem. Następnie zabrali również głos inni Żydzi. Kto tylko Boga miał w sercu, ten wtrącił swoje trzy grosze. Reb Juzipl to, dzięki Bogu, taki człowiek, który dopuszcza każdego do głosu. Od dawna już zauważyłem, że z reb Juzipla kawał filozofa. On doszedł do wniosku, że nawet najbardziej gadatliwy człowiek musi kiedyś przestać mówić.

I tak też było. Wszyscy gadali, mówili, wypowiadali się, aż w końcu przestali gadać. A kiedy już wszyscy przestali gadać, reb Juzipl zwrócił się do obu braci. Głosem cichym i nawet przymilnym wycedził, zgodnie ze swoim zwyczajem, następujące słowa:

— Moi panowie, słuchajcie mnie uważnie! — te słowa wygłosił po hebrajsku, następnie przeszedł na żydowski. — Sprawa ma się tak: wedle tego, co tu usłyszałem z waszych ust i z ust obywateli miasta, wnioskuję, że obaj macie rację. Ale bieda w tym, że mieliście tylko jednego ojca i to bardzo dobrego. Oby świetlisty raj był jego udziałem. Szkopuł jednak polega na tym, że wam obu zostawił tylko jedno „miasto”. Jest rzeczą oczywistą, że „miasto” waszego ojca przy wschodniej ścianie starej bożnicy jest dla was obu drogie. Machnąć ręką na nie nie można. Co więc należy uczynić? Tak samo, jak jeden człowiek nie może siedzieć na dwóch „miastach”, tak samo dwóch ludzi nie może się zadowolić jednym „miastem”. Ale z drugiej strony, tak mi się wydaje, jest znacznie łatwiej jednemu człowiekowi zajmować dwa „miasta”, aniżeli dwom ludziom siedzieć na jednym „mieście”. Jeżeli bowiem jeden człowiek miałby, dla przykładu, dwa „miasta”, mógłby siedzieć raz na jednym i raz na drugim „mieście”. Jeśli natomiast dwaj ludzie spróbowaliby usiąść na jednym „mieście”, to nic z tego nie wyjdzie. Oto, dla przykładu, kładę prawą rękę na tej księdze. Gdybym chciał położyć na tej samej księdze, na której spoczywa moja prawa ręka, lewą rękę, to bym nie mógł. Dlaczego? Ponieważ Pan Bóg tak urządził ten świat, że zwykły człowiek nie potrafi go ogarnąć rozumem. Ale mimo to pytanie nadal pozostaje pytaniem. Co mianowicie należy zrobić z tymi dwoma braćmi, którzy mieli, niestety, jednego tylko ojca, po którym zostało w spadku tylko jedno „miasto”, a każdy z nich pragnie mieć własne „miasto” przy wschodniej ścianie w starej bożnicy? Jest to bardzo poważna sprawa. Sianem z niej się nie wykręcisz! Z tego wniosek: bracia powinni się podzielić, ale jak można podzielić jedno „miasto” na dwa? „Miasto”... to przecież żadne tam... tam jabłko, które można rozpołowić na dwie części. Przecież nie można tak sobie powiedzieć: „Masz tu pół »miasta« i ty pół »miasta«”. A jednak jest rada na to, ażebyście obydwaj mogli zasiadać przy wschodniej ścianie. „Miasto” obok „miasta”. Do tego wniosku doszedłem sam, dzięki swemu rozumowi. A jak? Biorąc pod uwagę, że „miasto” waszego ojca i moje „miasto” to dwa miejsca obok siebie, siadajcie moi braciszkowie na tych dwóch „miastach”. I tak będziecie siedzieli w zdrowiu i szczęściu. Miejsce obok miejsca. I koniec ze sporem. Z pewnością zapytacie mnie: „Dobrze, a co reb Juzipl pocznie?”. Odpowiedź moja jest prosta: Gdzie to jest napisane, żeby rabin, albo w ogóle Żyd, musiał mieć własne „miasto”? I to właśnie przy wschodniej ścianie, i w dodatku w starej bożnicy? Zastanówmy się dobrze: co to jest bożnica? Święte miejsce. Po co chodzimy do bożnicy? Po to, aby się modlić. Do kogo? Do Najwyższego. A gdzie On przebywa? Wszędzie. „I cała ziemia wypełniona jest Jego Majestatem”. Skoro tak, to jakie znaczenie ma wschód, północ, południe, miejsce honorowe, czy miejsce pospolite przy drzwiach? Grunt, że jest to miejsce święte, i grunt, żeby się modlić. Do czego to wszystko jest podobne? Do pałacu króla przyszli kiedyś dwaj słudzy, aby go prosić o łaskę. W pewnej chwili zaczęli się między sobą kłócić. Tak się rozwścieczyli, że zaczęli sobie skakać do oczu i do bród. W ferworze kłótni zupełnie zapomnieli, przed kim stoją. Król, jak sobie wyobrażacie, nie omieszkał ich za to należycie potraktować. Kazał ich po prostu wyrzucić z pałacu. Jeśli więc chcecie dalej targać się za brody, to wyjdźcie na dwór i wyrywajcie sobie do syta włosy i brody! Po co macie łazić po pałacu króla, kiedy nie wiecie, jak się zachowywać? To jest przypowieść, a morał z niej odnosi się do was. Idźcie więc, moje dzieci, do domu i żyjcie szczęśliwie, i niechaj wasz ojciec w niebie wstawi się za wami i za całym ludem Izraela.

Tak orzekł reb Juzipl i ludzie po wysłuchaniu wyroku rozeszli się do swoich domów.

Następnej soboty obaj bracia przyszli do bożnicy i, stojąc przy samych drzwiach, modlili się. I mimo iż szames Azriel, a nawet reb Juzipl zapraszali ich do zajęcia miejsc przy wschodniej ścianie, bracia kategorycznie odmówili.

Ktokolwiek reflektuje teraz na własne „miasto” przy wschodniej ścianie starej kasrylewskiej bożnicy, tuż przy „mieście” reb Juzipla, niech się zwraca do synów reb Szymszona, do Meira i Sznejura — wszystko jedno. Gotowi są oni je sprzedać za tanie pieniądze, gdyż nikt na nim nie siedzi. Ani Meir, ani Sznejur. Puste miejsce. Grzech przed Bogiem!

Wytrząsnęli z kieszeni

— Sza! — odzywa się Żyd o oczach okrągłych jak u wołu. Przez długi czas siedział w kącie przy oknie i paląc bez przerwy papierosy, słuchał opowieści o kradzieżach, rabunkach i napadach.

— Ja wam opowiem piękniejszą historię o kradzieży, która wydarzyła się u nas. Właśnie u nas, tu w bożnicy i na dodatek w sam Jom Kipur387. Proszę tylko posłuchać!