— A mam inny wybór? A co innego mógłbym robić?
— No to włóż pan coś do miski.
— A jakżeby inaczej? Za darmo się będę modlił?
Krótko mówiąc, nasz gość wyjął trzy srebrne karbowańce i włożył je do miski. Ponadto położył na talerzu kantora393 karbowańca, dla rabina też jednego karbowańca i na rzecz szkoły „Talmud-Tora” również jednego karbowańca. Pół karbowańca rzucił na talerz jałmużniczy. Stojącym przy drzwiach żebrakom również rozdał jałmużnę. Tych ostatnich w naszym mieście nie brakuje. Jest ich, bez uroku, tylu, że gdyby chciano wszystkich obdarować, nie wystarczyłby na to majątek Rotszylda.
Gabajowie, zobaczywszy takiego gościa, natychmiast ustąpili mu „miasta” przy wschodniej ścianie. Zapytacie, skąd wzięli dla niego „miasto”, skoro wszystkie „miasta” w bożnicy są już zajęte? Odpowiedź jest prosta. A skąd biorą się zawsze dodatkowe miejsca na weselach, uroczystościach i na brysach394? Wszyscy się już rozsiedli przy stole i nagle powstaje zamieszanie. Co jest? Przyszedł bogacz, albo jakaś inna znakomitość. Więc wszyscy siedzący ścieśniają się tak długo, aż powstaje wolne miejsce. Ścieśnianie się to żydowska rzecz. Kiedy nikt ich nie ścieśnia, sami się ścieśniają.
Żyd z okrągłymi, jak u wołu oczami, przerywa swoje opowiadanie i obserwuje słuchaczy. Jest ciekaw, jak reagują na jego dowcip. Po chwili ciągnie dalej.
— Słowem, nasz gość zajął użyczone mu honorowe miejsce i poprosił szamesa395 o podanie mu pulpitu. Nasz gość, zaproszony do Kol-Nidrej396, stanął przed pulpitem, nachylił się i włożył na siebie biały kitel i tałes397. A jak zaczął się modlić, to robił to przez cały dzień Jom Kipur, i to na stojąco. Ani na chwilę nie usiadł i ani na chwilę nie odstąpił od pulpitu, chyba tylko przy odmawianiu osiemnastu błogosławieństw, albo przy korim398, kiedy trzeba paść na kolana. Pościć cały dzień, stać na nogach przez cały czas i nie usiąść nawet na chwilę potrafi tylko litwak399. Dopiero po modlitwie neile400 i dęciu w szofar401, oznaczającym koniec święta, kiedy przystąpiono do powszechnej modlitwy wieczornej maariw402 i mełamed403 Chaim-Chune (jemu od lat przysługiwał zaszczyt prowadzenia tej modlitwy) zaintonował: Hamaariw arowim404 — sprowadzający wieczory — rozległ się krzyk: „Gwałtu! Gwałtu! Gwałtu!”. Patrzą, a gość leży zemdlony na podłodze. Oblewają go wodą, cucą, cucą, a on nic. Co się stało? W czym rzecz? Szybko się sprawa wyjaśnia. Litwak miał przy sobie tysiąc osiemset karbowańców. Bał się zostawić je w zajezdnym domu. Przecież to nie bagatela. Łatwo powiedzieć „tysiąc osiemset”. Komu w obcym mieście można taką sumę powierzyć? Trzymać je w kieszeni też jakoś nieporęcznie. Zastanawiał się więc — jak powiada — przez dłuższą chwilę, po czym cichutko wsunął pieniądze pod pulpit. Litwak potrafi! Teraz już chyba rozumiecie, dlaczego ani na chwilę nie odstąpił od pulpitu. I właśnie wtedy, kiedy przy modlitwie osiemnastu błogosławieństw odstępuje się odeń na krok, albo kiedy przy korim pada się na kolana, ktoś te pieniądze zwędził.
Jednym słowem, litwak nie przestawał pomstować, płakać i rozpaczać. Co ma teraz zrobić, kiedy został bez pieniędzy? To są — powiada — nie jego pieniądze. On jest tylko posłańcem w pewnym kantorze handlowym. Sam jest biedakiem, obarczonym na domiar licznym potomstwem. Teraz — powiada — nie pozostaje mu nic innego, jak tylko się utopić lub powiesić i to zaraz, w bożnicy, na oczach wszystkich modlących się Żydów.
Usłyszawszy takie słowa, ludzie zamarli. Zapomnieli o tym, że powinni pójść do domu, żeby się pokrzepić. Było nam wstyd przed gościem. Wstyd przed nami samymi. Taka kradzież! Tysiąc osiemset karbowańców! I to gdzie? W bożnicy. W starej kasrylewskiej bożnicy. I kiedy? W Jom Kipur. Niesłychane! Wtem rozległ się głos rabina Juzipla: „Szamesie! Natychmiast zamknąć drzwi!”
Reb405 Juzipl, jak wiecie, jest naszym rabinem. Jest to porządny, uczciwy, koszerny, prawdziwy, że tak powiem, Żyd. Może nie taki bystry i chytry, ale charakter ma idealny. Jest to człowiek bez żółci. Czasami miewa pomysły, na które wy nigdy nie wpadniecie. Nigdy, nawet gdybyście mieli po osiemnaście głów na jednej szyi.