Jednym słowem, ludzie pochwycili pięknego młodzieńca i położywszy go siłą na podłodze, zaczęli przetrząsać jego kieszenie. I co wytrząśnięto? Zgadnijcie. Obgryzione kości z ćwiartki kury413 i kilka tuzinów świeżych pestek po dopiero co zjedzonych śliwkach. Macie pojęcie, jak to się ludziom nie spodobało? Macie pojęcie, jak on sam i jego teść wyglądali? Nasz rabin Juzipl nie mógł znieść takiego wstydu i odwrócił się. Nie mógł nikomu spojrzeć w oczy.
I kiedy ludzie rozeszli się do domów, aby po poście coś zjeść, to po drodze nie przestawali mówić o „skarbie” wytrząśniętym z kieszeni „klejnotu” bogacza. Pękali ze śmiechu. Tylko reb Juziplowi nie było do śmiechu. Szedł z opuszczoną głową. Był zmartwiony i zbolały. Nie mógł nikomu spojrzeć w oczy. Jakby to z jego kieszeni wytrząśnięto te kości i pestki.
Żyd z okrągłymi oczami widocznie zakończył swoją relację, bo znowu zapalił papierosa. Wtem ktoś zapytał:
— A co z pieniędzmi?
— Jakie pieniądze?
— Co znaczy jakie pieniądze? Tysiąc osiemset.
— Ach, te, te — odpowiada rozciągając dźwięki liter. — Te tysiąc osiemset? Przepadły.
— Jak to przepadły?
— Prze-pad-ły!