— Słyszałem — odpowiada po hebrajsku, chucha w pięści.

— Na co mi się zda wasze „słyszałem” — mówi Josl ostro. — Wyciągnij pan, za przeproszeniem, piątaka i masz pan bilet.

— Sza, sza — odpowiada zmarznięty. — Dlaczego tak ostro? Popatrzcie no na niego! Wielki pan!

— Nie udawaj pan wariata i proszę bulić za bilet.

— Było nie było, dla mnie coś pan z tego piątaka opuści.

— Na pana to mogę wszystkie moje zmartwienia spuścić — replikuje Josl konduktor.

— Schowaj je pan dla siebie. Na zdrowie.

— W takim razie grzecznie poproszę pana pofatygować się i opuścić „wagon”.

Po czym zwraca się do furmana: — Reb Kasriel — stop!

Furman Kasriel zatrzymuje tramwaj. Jest wyraźnie zadowolony. Chabeta jeszcze bardziej.