— Dawid Szpan.
— Co za Dawid Szpan?
— Dawid Szpan. Komisjoner.
— W jakiej sprawie? Może pończoch?
— Pan potrzebuje pończoch? Już lecę do sklepów i przynoszę.
— Nie! Nie! Nie potrzebuję pończoch.
Otwieram drzwi i natykam się na Noacha.
Jest obładowany bułkami, obwarzankami, ciastkami, plackami i naleśnikami.
— Dla kogo tyle prowiantu?
— Co się pan będzie martwił? Psom się tego, uchowaj Boże, nie wyrzuci. Są, bez uroku, tacy, co zjedzą. Ja sam mam sześć gęb w domu. Ponadto dwie obce sieroty. Powiedz pan lepiej, co z pana za dziwne stworzenie? Pan potrzebuje pończoch i nic mi o tym nie mówi? To aż trzeba było prosić Dawidka Szpana?