— Moje pończochy słyną w całej Kasrylewce. Niech pan popatrzy, co to za pończochy. Co pan powie na przykład na tę parę?
— Na miłość boską! — krzyczę — Nie potrzebuję pończoch!
— Oto leżą przecież — powiada ona — u was na stole!
— Te pończochy to ja sam przywiozłem na sprzedaż.
Towarzyszę Żydówce do samych drzwi. Zamykam je na klucz w obawie, że znowu ktoś przyniesie mi pończochy. Nagle ktoś puka.
— Kto tam?
— To ja — odpowiada ktoś zza drzwi.
— Co za „ja”? — boję się otworzyć drzwi. Znowu mogą się pojawić sprzedawcy pończoch. — Kto puka?
— Dawid — rozlega się głos zza drzwi.
— Jaki Dawid?