— A co pan chce? — mówi w tej samej tonacji, z przyśpiewem.
— Co ja chcę? No, powiedzmy, ryby. Macie może faszerowane?
— Po targu rybnym? Też mi pomysł.
— To niech będzie barszcz — powiadam — skoro nie ma ryb.
— A gdzie pan to widział, aby po południu był barszcz? Barszcz trzeba ugotować. Wie pan coś o tym?
— Wszystko trzeba — powiadam — ugotować.
— Dobrze, że pan przynajmniej wie — powiada ona. — Dobre i to.
— Sztuki mięsa też nie ma?
— A skąd miałoby się wziąć? Było i zostało zjedzone.
— No to — powiadam — niech będzie bulion.