— I z octem też?

— Z octem też!

— Z oliwą też?

— Tak, z oliwą też!

Jeszcze raz strzepuje fartuch, podkasuje rękawy i idzie po śledzie. Za chwilę wraca.

— A jak pan woli, żeby śledzie były z mleczem czy z ikrą?

— Niech będzie jaki bądź. Aby był.

— Wędzone rybki zje pan?

— Czemu nie?

— A głowacze odeskie?