Wyciągam papierośnicę i podaję każdemu. Niech sobie zapalą.

— Zapytaj go — powiada jeden z bandytów, wymawiając słowa od tyłu do przodu — czy papierośnica jest ze srebra.

— Srebrna? — to ten z bielmem na oku. Bierze papierośnicę do ręki. Waży ją. — Srebrna, czy zwykła lipa?

— Zwyczajna. Za dwa ruble — wyjaśniam i wszyscy naraz zapalamy.

— A pomacaj go za zegarek — radzi drugi w złodziejskim języku.

— A gdzie pański zegarek? — bandyta z bielmem na oku obszukuje moje kieszenie. — Nie ma pan zegarka?

— Mam — powiadam — mam zegarek. Nawet bardzo dobry, złoty zegarek. Zastawiłem go jednak w lombardzie, w Jehupcu.

— Wielka szkoda! Grzech! — powiada ten z ochrypłym głosem.

— Przydałby się nam teraz! Właśnie potrzebujemy złotego zegarka. Jak Boga kocham!

— A niech go szlag! Taki sam pętak, jak my — powiada po złodziejsku trzeci.