— Czego się pan rozryczał jak zwariowane cielę? Co to za hałas? Czy to dom publiczny? Jeszcze, nie daj Bóg, pobudzicie mi wszystkich aktiejorów.
— Bandyci — powiadam — rozbójnicy! Napadli mnie dopiero co. Ograbili!
Na słowo „bandyci” wszystkich ogarnął strach. Powstaje larum. Wszyscy naraz zaczynają gadać.
— Bandyci?
— Ilu ich było?
— Jak wyglądali?
— Było dwóch młodych i jeden stary!
— Mieli noże?
— A dlaczego pan milczał?
— Bał się pan krzyczeć?