— Masz ci bandytów! Niech Bóg uchowa!
— Wczoraj bandyci napadli też na inny hotel. Omal nie zadusili jakiejś kobiety. Znaleziono po nich jakiś kawał żelaza.
— Strach samemu pozostać w pokoju...
— Wkrótce chyba trzeba będzie uciekać z Kasrylewki?
— Masz ci bandytów. Tylko ich brakowało!
— Łapcie ich! Łapcie ich! Łapcie! — okrzyk ten wdziera się nagle do środka z zewnątrz. To wydziera się jakaś kobieta. Słychać odgłosy bieganiny, wrzawę i szum. Widać zebrał się większy tłum. Słychać jeden krzyk: — Łapcie ich! Łapcie ich!
— Mamy ich! Złapaliśmy!
— Mamy jednego. Mamy drugiego!
— Związać ich. Masz już trzeciego? Związać go! Związać go!
— Powoli. Nie głowę. Zwiąż mu nogi.