— Ja25 — rzekł. — Stimmt26. Szrajber, kto stąd?
Szrajber podniósł papiery do oczu.
— Benedykt Matula — odczytał i popatrzył po nas.
— O rany boskie, chłopcy, dadzą w czapę! — szepnął głośno Matula, który przebrany za gestapowca chodził na rekwizycje.
— Los27, wychodź, raus28! — krzyknął wachman i chwyciwszy go jedną ręką za hals29, wyrzucił przez drzwi na korytarz. Drzwi otwarły się na całą szerokość.
Dalej na korytarzu stali wachmani w pełnym uzbrojeniu. Hełmy świeciły się ponuro w nikłym świetle żarówki. Za pasem mieli wetknięte granaty.
Wachman obrócił się do szrajbera.
— Wszystko? Idziemy?
— Nie, nie wszystko — rzekł szrajber, Żyd, adwokat z getta. — Jeszcze jeden. Namokel. Zbigniew Namokel.
— Jestem — rzekł chłopiec z Biblią.