— Trzeba ci było malować? — rzekł Kowalski, zecer z Bednarskiej.
— Dozorca domu będzie miał przez ciebie robotę. Żebym był tak twoim ojcem. — Pogłaskał chłopca po ostrzyżonej do skóry głowie.
— Kowalski, a po coś ty gazetkę drukował na Bednarskiej? — zapytał przemytnik Kozera. Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany.
— Nie drukowałem żadnej gazetki. Poszedłem kupić otomanę14.
— Akurat w podziemnej drukarni, co? Fura. — Podałem karty gestapowcowi Matuli.
— „Pasowałeś do niej jak francuski dukat do dłoni ulicznicy”15. To Szekspir16, zecerze Kowalski.
— Jeszcze raz, to się odegram — rzekł Matula i począł tasować karty.
— Wystarczy. Dwie pajdki moje. — Odsunąłem karty.
— Wpadłem tak samo niewinnie jak ty — rzekł Kowalski, zecer z Bednarskiej.
— Wiesz dobrze, że ja tylko poszedłem szukać narzeczonej, bo dwa dni nie wracała do domu.