— Widzicie, panie, dzieci nie są pilnowane w domu. Fornal idzie do roboty, to wetknie dzieciakowi co nie bądź do rąk, żeby się nie darło. Ot, i wetknął któryś zapałki. Dawniej, jak chłop, bywało, dzielił zapałkę na czworo, to ognia było mniej. Dobro swoje szanował. Ale teraz, jak chłop się dorwał do kultury, to jak do wody sodowej. Wszystko się może zdarzyć.

— Tak, tak, wszystko może się zdarzyć, jak się chłop dorwie do kultury — powiedziała w zamyśleniu Józefkowa.

Obejrzeli zabudowania dworskie, spalone do fundamentów. Część bydła wyprowadzono, część się spaliła. Naczelnik UB chodził po zgliszczach i w zadumie grzebał końcem buta w popiołach. Nad ranem spadł deszcz i nawet głownie pachniały wiosną. Patrzeć, a śniegułki20 polecą i przylaszczki wyjrzą na łąkach.

— A to ciekawe, towarzyszko Józefkowa — powiedział spokojnie, otrzepawszy buty — że konie znikły jak kamfora. Spaliły się na popiół czy co?

— On mówi, że stały koło szopy z sianem. Tu najdłużej szalał pożar.

— Wszystko razem kupy się nie trzyma. Tylko w powieściach o dobrych panach spotyka się motyw podpalenia przez dzieci budynków. Ale żeby akurat w Polsce Ludowej, akurat na wsi, akurat w majątku związkowym, akurat w Pokrzywkach, gdzie jest taka zaśmiana gospodarka, gdzie toczy się taka zaciekła walka klasowa, żeby tu dzieci ni z tego, ni z owego bawiły się ogniem — nie, wybaczcie, nie nabierajmy się na stare konwencje literackie! Gdzież socjalistyczna konstrukcja losu ludzkiego?

— To wy czytacie „Kuźnicę”21, towarzyszu? — zapytał przerażony dziennikarz.

— A co robić w takim miasteczku? — machnął dłonią naczelnik. — Jak byłem w I Armii22, to nawet wiersze pisałem. Literat, można powiedzieć.

Polazł powoli przez podwórze i wszedł między zabudowania fornalskie.

— Nie przyjeżdżał tu kto? Jesienią? Może latem? Może w zimie?