Przewodniczący (przeciągając z wileńska): Więc oskarżony sprzedał te czternaście koni bez licytacji, po kryjomu?
Pan Stasinek: Proszę wysokiego sądu, bez.
Przewodniczący: To bardzo niedobrze, oskarżony, to bardzo niedobrze. A do kasy oskarżony żadnych pieniędzy nie włożył za te konie? Czy może włożył?
Pan Stasinek: Proszę wysokiego sądu, mnie związek zawodowy był winien pewne sumy. Warszawa obiecała mi pożyczkę na ożenek i ja dlatego... Za te konie.
Przewodniczący: Znaczy się, nie włożył. Czy oskarżony wie, jak to się nazywa, gdy ktoś nie ma prawa zabierać społecznej własności, a zabiera?
Pan Stasinek: Proszę wysokiego sądu, ja nie wiem.
Prokurator: W związku z tymi końmi. Oskarżony przyjmował w Pokrzywkach panów z poselstwa?
Pan Stasinek: Proszę wysokiego sądu, nie.
Prokurator: A kto to przyjechał w tym samochodzie, co miał numer owinięty szmatą?
Pan Stasinek: Proszę wysokiego sądu, ja nie wiem.