Słowo kubeł przeciągnął długo i marząco.
— Ty się, Beker, odczep ode mnie ze swoją filozofią i zajmij się lepiej ziemią i łopatą, compris? Ale żebyś wiedział: będziesz zdychał, to cię jeszcze dobiję, rozumiesz? A wiesz, za co?
— Za cóż to?
— Za Poznań88. A może to nieprawda, że byłeś Lagerältesterem89 w żydowskim lagrze90 pod Poznaniem?
— No to co, że byłem?
— A zabijałeś ludzi? A wieszałeś ich na słupku za głupią ukradzioną kostkę margaryny albo za bochenek chleba?
— Wieszałem złodziejów.
— Beker, mówią, że jest na kwarantannie91 twój syn.
Ręce Bekera kurczowo ujęły trzon łopaty, a wzrok jego począł uważnie obejmować mój tułów, szyję, głowę.
— Ty, puść tę łopatę, nie patrz tak bojowo. Może to nieprawda, że to syn kazał ciebie zabić za tamtych z Poznania?