Parę razy mignęła jasna chusteczka pani Haneczki.
Kobieta zwraca ku nam pytające oczy. Stawia koszyk na ziemi i opiera się o stodołę, patrzy. Idę za jej wzrokiem. Patrzy niespokojnie na Iwana.
Zaraz za esesmanami nadszedł kapo i cherlak Kommandoführer.
— Rozstąpić się i podnieść ręce do góry — rzekł kapo.
Wtedy wszyscy zrozumieli: rewizja. Rozpinamy kurtki, otwieramy torby. Esesman jest wprawny i szybki. Przejeżdża rękoma po ciele, sięga do torby. Obok reszty chleba, paru cebul i jakiejś zestarzałej słoniny — jabłka, niewątpliwie z sadu.
— Skąd to masz?
Podnoszę głowę: „mój” post.
— Z paczki, panie post.
Przez chwilę patrzy mi ironicznie w oczy.
— Te same jabłka jadłem dzisiaj po obiedzie.