Wypaproszają z kieszeni kawały słoneczników, kaczany kukurydzy, ziele, szczaw, jabłka, raz po raz podrywa się krótki ludzki wrzask: biją.
Nagle Unterscharführer wszedł w sam środek szeregu i wyciągnął na bok starego Greka z dużą, wypchaną torbą.
— Otwórz — rzekł krótko.
Trzęsącymi się rękoma Grek otworzył torbę. Unterscharführer zajrzał do środka i zawołał kapa:
— Patrz, kapo, nasza gęś.
I wyciągnął z torby gęś o olbrzymich, rozłożystych skrzydłach.
Pipel, który też podbiegł do worka, krzyknął tryumfująco do kapy:
— Jest, jest, a nie mówiłem!
Kapo zamachnął się kijem.
— Nie bij — rzekł, wstrzymując mu rękę, esesman.