— Tadek, idę do komina.
Pochyliłem się jeszcze niżej i zajrzałem mu z bliska w oczy: były spokojne i puste.
— Tadek, ale ja byłem tyle czasu taki głodny. Daj mi coś zjeść. Na ten ostatni wieczór.
Kazik uderzył mnie dłonią po kolanie.
— Znasz tego Żyda?
— To Beker — odrzekłem cicho.
— Te, Żyd, właź tu na buksę i zażeraj. Jak się nażresz, to resztę zabierz ze sobą do komina. Właź na buksę. Ja tu nie śpię, to możesz mieć wszy.
— Tadek — chwycił mnie za ramię — chodź. Mam na bloku świetną szarlotkę, wprost od mamy.
Złażąc z buksy, trącił mnie ramieniem.
— Patrz — rzekł szeptem.