IV.
(marka25 na liście hiszpańska, 1898)
Mój drogi, kochany Fredziu. Bóg zapłać za Twój list, pioruńsko długo kazałeś na niego czekać. Ale teraz więc wszystko w porządku. Ale co do Twej prośby — w żaden sposób nie można tak zrobić, jak byś sobie życzył.
Nad morzem, Epipsychidion, jeden długi poemat i rzecz, którą obecnie kończę, są częściami tylko jednej nierozerwalnej całości pod ogólnym tytułem Nad morzem.
Cała rzecz obejmująca jakie 80 stron druku, trochę większa jak Vigilie, napisana równocześnie po polsku i po niemiecku. Mogłem się zdecydować drukować poszczególne części w czasopismach, ale tylko w czasopismach. Nad morzem jako książkowe wydanie musi być drukowane jako całość. In hac lacrymarum valle na razie jeszcze po polsku nie wydam. Piszę to odnowa po polsku, tzn. że nie tłumaczę, tylko wręcz piszę po polsku, wskutek czego będzie to zupełnie inaczej wyglądało jak w niemieckim.
Staram się obecnie o polskiego nakładcę — bo o Szczepańskim nie wiem, co mam myśleć. Pisałem do niego kilka razy — nie odpisywał; pisałem tu stąd, co się dzieje z moim Epipsychidionem — ani słowa odpowiedzi. Doprawdy, nie wiem, co mam myśleć. Oczywiście byłoby to dla mnie niesłychanie miłą rzeczą, gdyby moja polska książka mogła wyjść w tak ozdobnym wydaniu, i zrobiłbyś mi rzeczywistą przysługę, gdybyś się w tej mierze zniósł ze Szczepańskim. In hac lacrymarum valle ma czas, napiszę kilka drobniejszych rzeczy mniej więcej tego samego rodzaju i będzie nowa książka. Ale najwięcej mi zależy na wydaniu Nad morzem.
Zresztą piszę teraz przeważnie po polsku, tj. zdecydowałem się zdychać z głodu, bo oczywiście pieniędzy za to, co po polsku wydam, nie dostanę, chybaby cud się stał.
W Hiszpanii zostaniemy jaki miesiąc, przez koniec marca, i cały kwiecień w Paryżu — a potem quien lo saba? Pracuję mało, łażę nad brzegiem morza, patrzę na kwiaty i wspaniałe drzewa, kąpię się i odpoczywam, bom się tej zimy mocno piciem zmachał!
Odpisz mi czym prędzej. Ducha pozdrawia Cię z całego serca.
Ściskam cię i kocham po staremu.