Nie odbierając tak długo listu od ciebie, myślałem już, że sprawę całą chcesz milczeniem załatwić, tym więcej się cieszę, żem się na tobie nie zawiódł.

Z wekslem wątpię, czy będziesz mógł co zrobić, ja nie mam nikogo, ale to literalnie nikogo w Lwowie, do kogo mógłbym się zwrócić w razie, gdy nasze podpisy nie wystarczą. A te sto guldenów mogłyby mnie z krwawego położenia wydobyć.

Jedno atoli mógłbyś zrobić, a mianowicie wyjednać mi zaliczkę w kwocie 25 guldenów w „Gazecie Lwowskiej” na felieton, który wam pod słowem nadeślę w sierpniu: Obecny stan literatury niemieckiej.

Pieniądze te, najdroższy, wyślesz wprost do mojej żony:

Jadwiga Przybyszewska

u W.PP. Gąsowskich

Poronin

dom Agnieszki Polakowej

a na odcinku napiszesz: „Gazeta Lwowska” z polecenia St. Przyb[yszewskiego].

Zrób mi to, najdroższy, żona pojechała tam, by się z dziećmi zobaczyć i pozostała bez centa, a ja jej teraz nic posłać nie mogę, bo często gęsto na obiad nie mam, a już wszystko co mogłem pozastawiałem.