Stanisław Przybyszewski

III.

Droga, wielmożna Pani.

Nie śmiałbym o to prosić, o co Panią proszę, gdybym nie był w możności słowem moim zaręczyć, że za trzy dni zobowiązania mego dotrzymam. Przede wszystkim proszę Panią, niech mi Pani za złe tego listu nie bierze, ale nie znam nikogo w Krakowie, a Pani była tak dobra dla mnie.

Otóż pani Dagny zrobiła ze mną ten kiepski eksperyment i wróciła do Krakowa po to, by mi powiedzieć, że innego kocha. Boże najdroższy, cóż temu winna, że innego pokochała?

Miała najlepsze chęci, chciała pozostać, ale ja rozumiem, że by musiała swoją duszę pogwałcić, i wszystko zrobię, by jej przynajmniej trochę lepiej było na świecie jak mnie.

Dziś wystarałem się o pieniądze na podróż, a jeżeli Pani jest w stanie, to dopożyczy mi Pani na trzy dni 50 reńskich.

A tak jestem krwią w duszy zalany, że nie jestem w stanie dłużej tę mękę znieść.

Ręce Pani całuję i proszę o odwrotną odpowiedź.

Stanisław Przybyszewski