i jak możesz dręcz...

Bo kiedy tak „goniono nie goniąc” przez rok z górą — co nie przeszkodziło Lubomirskiemu natłuc porządnie królewskich pod Częstochową, naraz, dn. 13 lipca 1666 r., przyszło do najdziwniejszej, najtragiczniejszej rozprawy pod Mątwami, najboleśniejszego błazeństwa. Tak dalece niepodobna było rozróżnić, kto po której stronie się bije pośród pokumanej i spokrewnionej szlachty, że rokoszanie wiązali sobie — podaje Pasek — chustkę na lewej ręce jako znak rozpoznawczy: otóż, szczwany p. Pasek też sobie taką chustkę bezwstydnie zawiązał, a oni, poznawszy sztukę, ale śmiejąc się, przepuścili go. Spytali: „A nasz, czy nie nasz?. Podniósł rękę z chustką i mówi: „Wasz”. A tamci: „O, francie, nie nasz; jedź sobie, albo przedaj się do nas”.

I nagle w tej wesołej wojnie, gdy nierozważne dowództwo królewskie przeprawiło kilka pułków przez bród bez oparcia piechoty i artylerii, rokoszanie rzucili się na nie i, nie dając nikomu pardonu, wycięli je w pień z takim okrucieństwem, że trupy, wedle zgodnego świadectwa, miały po trzydzieści i więcej ran, poszatkowane po prostu. Cały kwiat czarnieczczyków zginął w tych bagnach. Straty króla dochodziły kilku tysięcy ludzi, więcej niż pod Beresteczkiem!

Oto bolesne i niechlubne okoliczności, w jakich Sobieski zaprawiał swoją świeżą buławę hetmańską. W jakim stopniu odpowiedzialny był za klęskę mątewską, zdania są podzielone; w obecności króla nie on podobno sprawował dowództwo, ale zrozumiałe jest, że — zwłaszcza przy jego niepopularności ówczesnej — na nim się skrupiło. Przyznają mu, że podobno „przodkował, w wielkim był niebezpieczeństwie”, ale wyrzekają na niego, że to on miał doradzać królowi tę przeprawę za bród. Sobieski sam przyznaje, że nie doradzał, ale też „nie kontradykował117”, iżby go o małoduszność nie posądzono. Fałszywa taktyka wynikła z fałszywej pozycji.

Zajrzyjmy do listu Sobieskiego do żony pisanego nazajutrz po bitwie pod Mątwami; potwierdza najokrutniejsze relacje współczesnych powiadając jak „z tej okazji najwięcej zginęło ludzi, że skoro na błota uszli, wywoływali ich, dając im quartier118 i parol119, a potem zawiódłszy za górę, nie ścinali ale rąbali na sztuki. Nie tylko Tatarowie, Kozacy nigdy takiego nie czynili tyraństwa, ale we wszystkich historiach o takim od najgrubszych narodów nikt nie słyszał okrucieństwie. Jednego nie najdują ciała, żeby czterdziestu nie miało mieć w sobie razów: bo i po śmierci się nad ciałami pastwili”.

Po czym list kończy się tak: „Więcej nie mając pisać czasu, obłapiam i całuję milion razy Wć serce moje. Le chariot avec le vin est arrivé, et les autres hardes120, za które dziękuję bardzo Wci sercu memu”.

A w kilka dni potem, już zniecierpliwiony, pisze o poległych, „których nie tak wiele zginęło jako udają; i są też niektórzy sami sobie winni”.

I nic dziwnego, że był zniecierpliwiony poległymi, kiedy mu ona, Marysieńka, ważniejszych przyczyniała kłopotów. Pisze mu właśnie, że sobie śmierci życzy i że swego zdrowia konserwować nie chce... „Vous me mandez121 — odpowiada zrozpaczony Sobieski — que Celadon sera bientôt veuf. Je vous en assure, qu’on Vous verra plutôt porter le même habit que vous portiez il y a un an122. Proszę uniżenie, aby takich więcej nie pisywać rzeczy, bo cale i pisać do Wci serca mego nie będę, i tak się strapię i zgryzę, że mię i śliczna nie pozna Jutrzenka”.

W trzy dni później sytuacja robi się jeszcze poważniejsza: zdaje się, że Marysieńka znalazła, swoim zwyczajem, moment, aby mu robić sceny zazdrości. Oto co odpisuje pan hetman polny: „Wć takie rzeczy piszesz, które abym był kiedy miał słyszeć od Wci ani mi to w imaginacyą przyjść mogło. Bo kiedy wyglądam ja tu co godzina i co moment d’etre malheureusement assomé, quand je me consome d’ennui et de mille chagrins123, Wć mi perswadować chcesz i wmawiać we mnie, że ja tu myślę o takich rzeczach, które by Wć obrażać miały. I nie znalazłszy żadnej na świecie okazyi ani podobieństwa na czym by się to fundować miało, to mi zaraz wyrzucasz i tym mi odpowiadasz. Co się już snadź Wci naprzykrzyło, albo że mię kto tak obmierził Wci puisque Vous voulez plus avoir aucun commerce avec moi secret124 (te słowa dobry Helcel opuścił) et que vous ne me voulez voir que je jour125. Zaprawdę nie stąd to było zacząć, jeśli już cale ustała ta miłość, która snadź nigdy nie była doskonałą. Lepiej mię było przestrzec aniżeli na mnie niewinnego i ni o czym nie wiedzącego taką wwalać okazją”...

Trudno zaiste jest hetmanić z takimi kłopotami na głowie. Bo oto w dodatku p. Cominges powiedział mu, że jego Marysieńka jest zdrowa z łaski bożej, wesoła niesłychanie i tak jako nigdy nie była weselsza. „Wć zaś dla jakiej przyczyny koniecznie się przede mną chorą czynić każesz, koniecznie chudą, szpetną, ja tego zgadnąć nie mogę. Bo chorą się kazać czynić, jest to mnie na moim zdrowiu zabijać, które od Wci nigdy nie było rozłączone; czynić się zaś szpetną i ustawicznie o tym pisać, i to nie wiem na co się przyda; chyba żeby tym sobie préparer le chemin, pour ne se voir que le jour126. Co o gładkość, wiesz to Wć bardzo dobrze, i nie miałaś zapomnieć, żem to sobie w Wci na ostatnim kładł miejscu. Les qualités de Votre âme m’ont engagé le plus127, które żadnej nigdy nie miały podlegać odmianie... Więcej nie turbuję Wci serca mego, obłapiam przecie i całuję ze wszystkiej duszy na szczęśliwą noc, choć mię to od niej odsądzają, czy par caprice128 czy par inconstance129, czy par conseil130, czy par manque d’amour131, czyli par mes défauts132, w których się znać było zrazu nie przejrzano, bom był le plus heureux et le plus content de tous les hommes133”.