Zrozumiałe jest, iż w pewnych okolicznościach, po wieku hańbiącej niewoli, gorące serce kobiece mogło podyktować autorce Roty te bolesne słowa; ale dzisiaj sądzę — i nie ja jeden — iż nie moglibyśmy godniej obejść momentu odzyskania ziemi śląskiej, niż wymazując raz na zawsze owo „plucie w twarz” z naszego śpiewnika narodowego.
1921
Wiatrologia
(Uwagi dyletanta na marginesie Wiedzy Ścisłej)
Jedną z ubocznych korzyści zabawy tłumacza jest to, iż, chcąc czy nie chcąc, poznaje się dobrze przekładanego autora. Proszę tylko zważyć: wybiera się do przekładu zazwyczaj rzeczy, które się lubi; przy samej robocie trzeba zważyć, rozebrać każde słowo, wgryźć się w każdą intencję, każdy odcień myśli; powrócić jeszcze raz przy wygładzaniu, przeczytać uważnie dwa razy w korekcie; i znowuż powtórzyć cały ten proceder przy rewizji do ponownego wydania. Doprawdy, zna się potem pisarza jak najpoufalszego przyjaciela; wyspowiadał się ze wszystkiego. Toteż nie ma w tym chyba ani śladu pretensjonalności, jeżeli powiem, że ilekroć zdarza mi się czytać w naszej literaturze krytycznej coś, co styka się ze sferą opracowanych przeze mnie pisarzy francuskich, nieraz odnoszę wrażenie słów rzucanych po trosze na wiatr, mówionych obok samej rzeczy tam, gdzie inny czytelnik podziwia może ścisłość rozumowania i erudycję autora. Nazwałbym to „wiatrologią”, przez wspomnienie owej wpływologii, o której niedawno toczyła się w Warszawie tak ożywiona dysputa.
Na przykład. Świeżo miałem w ręku książkę Fredro a komedia obca, pióra pana Kucharskiego, którego badania nad Fredrą przynoszą tyle nowego i cennego światła. Książka ta porusza zależność Fredry od komedii włoskiej: nawiasowo jedynie potrąca o literaturę francuską. I oto zaraz na str. 2 czytam:
„Między postacią Moliera a Fredry (chodzi o Geldhaba) istnieje znaczna różnica w traktowaniu pomysłu, jak i koncepcji typu. Molier bawi się swym wzbogaconym mieszczaninem, Fredro swojego dorobkiewicza wyszydza, oskarża i potępia. Pan Jourdain jest człowiekiem najpoczciwszym pod słońcem” etc.
„Człowiek najpoczciwszy pod słońcem”. Hm... Przypadkowo właśnie tego samego dnia ukończyłem druk przekładu Mieszczanina szlachcicem, skomentowanego przeze mnie dla Biblioteki Narodowej; otóż daję konia z rzędem... albo nie, coś realniejszego: daję milionówkę każdemu, kto mi potrafi wykazać jeden, dosłownie jeden jedyny rys rzekomej „poczciwości” pana Jourdain, skończonego chama i bydlaka, mimo iż wziętego przez Moliera na wesoło. Ale to drobiazg; to małe przemówienie się w niczym nie uszczupla wartości dzieła pana Kucharskiego, który, jestem pewien, nie pogniewa się i po namyśle przyzna mi słuszność.
Gorzej pod względem wiatrologicznym przedstawia się niedawna książka pana Chrzanowskiego o komediach Fredry. Czytając ją, mimo woli sięgnąłem ręką po ołówek, aby raz po raz opatrzyć coś znakiem zapytania lub wykrzyknikiem. Wiem, że popełniam tu zbrodnię „obrazy majestatu”: szczęściem, przy obrazie majestatu profesorskiego dozwolony jest „dowód prawdy” i zaraz go podejmę. Zatem parę przykładów:
Argumentując z wielką swadą przeciw temu, jakoby Fredro był romantykiem dlatego, że Gustaw i Aniela są romantykami (?), prof. Chrzanowski pisze (str. 27):