17 lat! Dotychczasowe kodeksy oznaczały tę granicę wieku przeważnie na lat 14; i oto nasi kodyfikatorzy jednym pociągnięciem pióra postanowili poprawić naturę, ustawy, a nawet i kościół, boć wedle prawa kanonicznego kobieta siedemnastoletnia może już dawno być mężatką i wdową. Jak wam się podoba ta zaimprowizowana przez naszych prawodawców nowa karna granica dojrzałości płciowej? 5 lat więzienia; bagatela: akurat tyle, co za nawoływanie do wojny zaczepnej, za przekupstwo urzędnika, bigamię, zabójstwo... To się nazywa sztucznie robić zbrodniarzy, bo nie ulega wątpliwości, że wystarczy przejść się w noc letnią po naszej wsi, aby zebrać lekką ręką z 1000 lat więzienia. W tym wieku chłopiec może być jak dąb, dziewczyna jak łania. Doprawdy pasja pp. prawodawców mieszania się do tych rzeczy trąci niezdrową erotomanią; chcą koniecznie mieć w tym jakiś udział, otrzeć się o tę młodą miłość bodaj za pośrednictwem kraty więziennej. Przy czym chłopiec i dziewczyna nie mają metryki wypisanej na twarzy; znowuż pole do nadużyć.
Zważmy jeszcze ten paragraf na tle ogólnej łagodności nowego projektu; parobczak za pomacanie szesnastolatki za jej zgodą; biedna wdowa za przytulenie chłopaka, któremu wąs się sypie: — 5 lat więzienia; kasjer za kradzież bodaj miliona najwyżej 2 lata; gdzież proporcja?
Razi kogo pewnie, że używam tak gminnych wyrażeń. Robię to umyślnie. Zdaje mi się, że w owym strasznym żargonie prawniczym zatraca się poczucie proporcji i życia. Powiedzcie sędziemu lub prokuratorowi: „czyny nierządne”, zaraz zmarszczy brew i zadzwoni w kajdanki; powiedzcie mu: „pomacać”, uśmiechnie się życzliwie. A wszak to są synonimy.
Podobno sami pp. kodyfikatorzy spostrzegli się, że strzelili bąka, i ta granica wieku ma być zmodyfikowana. Jeden z członków komisji kodyfikacyjnej dał na to słowo honoru pewnemu prokuratorowi Sądu Najwyższego. (Autentyczne!)
Od tego wrogiego życiu paragrafu odbija godny uznania liberalizm w stosunku do homoseksualizmu, który znikł zupełnie z projektu kodeksu karnego. Nie znaczy to (mam nadzieję), aby pp. prawodawcy to zboczenie pochwalali; ale uznali, bardzo rozsądnie i zgodnie z duchem całej nowoczesnej nauki, że paragraf tutaj nic nie wskóra, a raczej, przeciwnie, mnoży tylko homoseksualistów, wytwarzając atmosferę sprzyjającą szantażowi i spekulacji fałszywych homoerotów.
Również uznano za niegodne powagi sądów zaprzątać je rzadkimi wypadkami sodomii; zagrożone kózki i owieczki przekazano towarzystwom ochrony zwierząt.
Martwy paragraf o cudzołóstwie, które jeszcze w pierwszym czytaniu kodeksu miało być karane aresztem lub grzywną (!), w trzecim czytaniu również znikł z kodeksu karnego.
Mam wątpliwości co do sformułowania art. 211:
„Kto dopuszcza się publicznie czynu nierządnego lub działania mającego na celu podniecenie pożądliwości płciowej... ulega karze aresztu do roku”.
„Czyn nierządny”... powiedziałem już, co o tym myślę. A „działanie mające na celu podniecenie pobudliwości płciowej” to może być tango, wycięta suknia, kieliszek szampana, deklamowanie wierszy, perfumy lub płyta gramofonowa. Natomiast te czynności, które zapewne pp. prawodawcy mieli na myśli (rozpinanie spodni na ulicy przez tzw. satyrów), wierzcie mi, panowie, najmniejszą mają szansę podniecenia czyjejkolwiek pobudliwości. Trzeba by to inaczej zredagować. I w ogóle za dużo tego kodyfikowania spraw, które się najmniej do tego nadają. Czy społeczeństwo, doprawdy, nie ma innych zmartwień?