Przechodzimy teraz do niezmiernie ważnego paragrafu o spędzaniu płodu. Art. 231 stawia nasz kodeks w rzędzie najświatlejszych i najbardziej ludzkich. Po określeniu przestępstw o spędzeniu płodu i sankcji karnych w tej mierze, art. 23112 orzeka:

„Nie ma przestępstwa z art. 299 i 230, jeżeli zabieg był dokonany przez lekarza i przy tym był konieczny ze względu na zdrowie kobiety ciężarnej, jej ciężkie położenie materialne, dobro rodziny lub ważny interes społeczny”.

W pierwszym czytaniu nie było tej klauzuli zupełnie; w drugim była, ale w mniej pełnej formie; tutaj nareszcie rozwiązuje ona ręce lekarzom i kładzie w przyszłości kres przemysłowi pokątnych „poroniarek”, ratując życie i zdrowie setkom tysięcy kobiet.

Nowy jest § 1 art. 242:

„Kto naraża człowieka na zarażenie chorobą weneryczną, ulega karze więzienia do lat 5”.

Jak to będzie wyglądało w praktyce?

Naruszenie czci karze art. 252 aresztem do lat 2 lub grzywną, ogólne zaś postanowienia o grzywnach określają je — wedle uznania sędziego — do 100 000 zł. w złocie. Ponieważ kodeks podciąga równocześnie ewentualny pojedynek pod zwykłe zabójstwo, może sprawa obrony czci wejdzie szczęśliwie w jaką nową fazę, dotąd bowiem zawieszona jest, w razie pojedynku, między błazeństwem a morderstwem lub też zdana na jałową mitręgę „sądów honorowych”.

Jak wspomniałem, uderzająco oszczędny jest nowy kodeks co do przestępstw wobec mienia. Najcięższe „przywłaszczenie powierzonego mienia” karane jest dwoma latami więzienia. Bardzo ludzki jest artykuł orzekający, iż sąd może „stosować nadzwyczajne złagodzenie kary lub jej nie wymierzać, jeżeli sprawca zabrał przedmiot małej wartości celem niezwłocznego spożycia”. Nie znaczy to oczywiście, aby każdy z was miał prawo łasować kanapki z łososiem w firmie braci Hirschfeld.

Słowem, studiując ten projekt, w sumie trzeba uznać, że prawodawcy nasi robili, co mogli, aby się wyzwolić z tradycji zbytecznego okrucieństwa cechującego dawne kodeksy; aby utrzymać porządek społeczny kosztem mniejszej sumy cierpienia ludzkiego. Nie ulega kwestii, że w wielu punktach nasz nowy projekt kodeksu karnego będzie przyświecał innym, dotychczas obowiązującym w Europie, rozumem i ludzkością.

Ale zarazem podczas tej lektury nawiedza nas jedna wątpliwość. Kiedy czytamy ten długi szereg artykułów i paragrafów, chcielibyśmy mieć pewność — a niestety, nie mamy jej — że kara istotnie ogranicza się do tego, co wymierzyło prawo, że władze więzienne nie obciążają jej sposobami „domowymi”, które umykają się publicznej kontroli. Cóż znaczyłoby wobec tego to staranne dawkowanie kar! Nigdzie w tym kodeksie karnym nie czytamy o smutnych praktykach, o których tak często słyszymy w wieściach przedostających się zza murów więziennych... Czemu od ducha ludzkości naszych prawodawców często tak odbiega duch okrucieństwa tych, którym powierza się wykonanie kary? Dowiadujemy się, że jeden z członków komisji kodyfikacyjnej opracowuje właśnie kodeks wykonawczy zapewniający najściślejszy wgląd w sposób wykonywania kary, w psychikę odsiadującego karę i dopuszczający daleko idących skróceń jej trwania. Byłby to ważny krok naprzód, znów jedno z posunięć wyprzedzających dzisiejsze kodeksy karne Europy. Tylko znów chodziłoby o to, jak ten kodeks wykonawczy będzie... wykonywany!