— Mówiłem, mówiłem, różne się rzeczy mówi i zawsze się ma trochę racji... Krytyka, to mówić to co człowiekowi przejdzie przez głowę... tylko tyle. Ale cóż, to on nauczył mnie pisać wiersze... Bajeczny temperament. Jego fryzjer mówił mi, że u niego włosy na brodzie są trzy razy grubsze niż u każdego innego, że się na nich każda brzytwa szczerbi. Bajeczny temperament.
SAINT-VICTOR: — Wszyscy jesteśmy z niego.
TAINE: — Pozwólcie, panowie, Hugo jest to olbrzymi ewenement naszych czasów, ale...
SAINTE-BEUVE, bardzo podniecony: — Niech pan nie mówi o Wiktorze Hugo. Nie zna go pan. Jest tu nas tylko dwóch, którzy go znamy: Gautier i ja. To, co stworzył Hugo, jest wspaniałe!
TAINE: — To jest, jeżeli się nie mylę, to co wy dziś nazywacie poezją: odmalować drzewo, wieżę, niebo; słowem, pokazać rzeczy. Dla mnie to nie jest poezja, to jest malarstwo.
GAUTIER: — Zdaje mi się, że pan popadasz w idiotyzm filistrów78. Żądać od poezji sentymentalizmu... nonsens! Słowa promieniste, słowa nasycone światłem — oto co jest poezja... Poezja nie ma dowodzić niczego... Nic, tylko słowa.
— Hugo to przykład, jak wspaniałą rzeczą jest oddalenie dla żyjącej sławy. Wolter w Ferney, Hugo w Jersey, dwie samotnie, które rymują się i tworzą jakby echo. Dla genialnego lub choćby utalentowanego człowieka pokazywać się, znaczy się pomniejszać.
— Hugo znosi wygnanie zupełnie obojętnie; nie uznaje, aby ojczyzna to była tylko ziemia. Powtarza: „Ojczyzna, co to jest? Idea. Cóż to jest Paryż? Nie potrzebuję go. Paryż to ulica Rivoli, a ja nie cierpię ulicy Rivoli”.
— Cóż to za żelazna siła! Kąpie się w morzu dwa razy dziennie, chodzi goło, wstaje o trzeciej, pracuje ciągiem do południa...
— Wiecie, że Hugo nigdy nie chorował?