— Dzisiejsze studia, obserwacje teleskopowe albo mikroskopowe, to zgłębianie nieskończenie wielkiego i nieskończenie małego, wiedza o gwiazdach albo o mikrozoach108 powodują u mnie tę samą nieskończoność smutku. To prowadzi myśl człowieka do czegoś smutniejszego dlań niż śmierć, do przekonania o tym niczym, którym jest — jeszcze za życia...
Mowa jest o oziębianiu się ziemi. Berthelot obrazowo i dramatycznie przedstawia ostatnich ludzi kryjących się w kopalniach i mających za całą żywność anemiczne grzyby.
— Ale — powiada Renan, który słuchał bardzo poważnie — być może, że ci ludzie będą posiadali wielką potęgę metafizyczną....
Cudowna naiwność, z jaką to powiedział, sprawia, że cały stół parsknął śmiechem. Rozmowa wraca do lżejszych tematów, do balów maskowych...
KTOŚ: — Słyszałem o pederaście, który na redutach zarabiał duże sumy, przebierając się za kobietę. Robił sobie sztuczny biust z cielęciny, którą gotował i modelował w kształt piersi. Pewnego dnia był w rozpaczy: w chwili gdy się ubierał, szelma kot zjadł mu jedną pierś, która właśnie stygła.
— Lubię reduty. Wolę reduty niż teatr.
GONCOURT: — Teatr? Jest dziś jeden tylko możliwy teatr — mianowicie cyrk. Każdy inny nudzi mnie i drażni. Ten śmiech publiczności, gruby, głupi! Cyrk, akrobaci, klowni, to jedyny talent, który da się określić matematycznie: tu nie można udać talentu; albo się spadnie, albo się nie spadnie.
— Teatr powinien być albo eposem, albo fantazją. Sztuka obyczajowa, w porównaniu z dzisiejszą powieścią obyczajową, to nędza, parodia, nic.
GAUTIER: — Tak; Molier109, czytając swoje sztuki kucharce, najtrafniej osądził teatr. Stawiał się po prostu na poziomie publiczności.
GAVARNI: — Pleciesz. I ja gardzę teatrem, wolę teatrzyk klaunów, ale są dwie sztuki, które uwielbiam i obie są Moliera: to Mieszczanin szlachcicem i Pocieszne Wykwintnisie, to są lekcje filozofii w formie najbardziej dotykalnej, jarmarcznej... Czy popatrzyliście kiedy uważnie nie na scenę ale na salę? Skoro się to widziało, nie wiem jak kto ma odwagę mówić do publiczności... Z książką zapoznaje się człowiek przynajmniej w samotności, ale sztukę teatralną ocenia zgromadzona masa ludzkości, głupota zgęszczona...