— Ha, istnieje zepsucie starych cywilizacji, które każe człowiekowi znajdować przyjemność tylko w dziełach człowieka, a nudzić się dziełami Boga.
— Ja zauważyłem jedno: że zażarci prorocy nagości, starych cywilizacji atletycznych i gimnastycznych, to są przeważnie koślawi profesorowie o chuderlawym kadłubie, zakutanym we flanelowe kamizelki. Nie mówię tego do ciebie, Gautier.
— Mam nadzieję.
— Cywilizacje to nie tylko przemiana myśli, wierzeń, nawyków mózgu, ale może i przeobrażenie nawyków ciała?
— Czytałem opowieść o zdumiewającym odkryciu miasta w Syjamie: miasto, którego ruiny pokrywają dziesięć mil, gdzie są fragmenty posągów z palcami u nogi na dwanaście sążni124. Fantazja czy prawda, ale mnie to pogrążyło w marzeniu... Czyżby istniała przed naszą ludzkością jakaś ludzkość olbrzymsza, ludzie mający dwadzieścia pięć stóp, pomniki olbrzymów, miasta wielkie jak królestwa? Czyżby istniała wreszcie poza nami przeszłość o ileż kolosalniejsza od tej którą znamy?
— Ba, historia dopiero się zaczyna: to znaczy ludzkość, która stworzyła sobie prasę...
— Pomyśleć, że ludzkość jest jeszcze tak młoda; pomyśleć, że dwudziestu czterech stuletnich ludzi, trzymając się za ręce, stworzyłoby łańcuch, który by nas doprowadził do czasów heroicznych, do Tezeusza...
— Ludzkość wszystko zastała w stanie dzikim: zwierzęta, owoce, miłość...
— W gruncie rzeczy, ludzkość — i to jej wielka chwała — jest wielkim don Kiszotem. Ma przy swoim boku Sanszę, którym jest rozsądek, ale gubi go co chwila. Największe wysiłki, najstraszliwsze poświęcenia ludzkości, były zawsze na rzecz spraw idealnych. Ot, grób Chrystusa, tylko idea, o którą cała Europa ruszała się jeszcze wczoraj...
Taine oświadcza, że czterej wielcy ludzie, to Szekspir, Dante, Michał Anioł, Beethoven — których nazywa „czterema kariatydami125 ludzkości”. — To wszystko, to jest siła, a gdzie wdzięk? mówi Sainte-Beuve. — A Rafael126? — wtrąca ktoś, kto nie byłby w stanie odróżnić obrazu Rafaela od obrazu Rembrandta127.