— Czy uważaliście117 odporność i siłę pokolenia zrodzonego około roku 1800? Skąd się to bierze?
DOKTÓR ROBIN: — Zrównoważenie nerwowe, nieużywanie tytoniu...
— Raczej, sądzę, wstrzemięźliwość. Nie rób min, Gautier. Taki Thiers, Guizot118, Hugo i inni... Guizot i Hugo na starość zrobili się dziwkarze, ale młodość mieli czystą.
SAINT-VICTOR: — Pamiętacie Marka Aureliusza119, jak dziękuje Frontonowi120 za to, że go trzymał zdała od kobiet aż do męskiego wieku?
— Ba, Wiktor Hugo! Kiedyś rzekł do Burty’ego: „Przemawiać publicznie, to dla mnie wielki wysiłek. Jedna mowa tak mnie męczy jak trzy razy poobłapiać”. Po czym, po chwili namysłu, dodał: „A nawet cztery”.
GAUTIER: — Proponuję, żebyśmy się rozeszli po tym słowie. Nic już dziś piękniejszego nie usłyszymy...
Trzeci obiad
Mowa jest o malarzu Delacroix121, świeżo zmarłym. Saint-Victor zaczyna go charakteryzować; nagle wielki krytyk blednie, rzuca mętnym wzrokiem dokoła. Jest nas trzynastu przy stole... tak, stanowczo trzynastu. „Ba, powiada Gautier niepewnym głosem, liczą się tylko chrześcijanie, a tu widzę sporo ateuszów”. Bądź co bądź, Saint-Victor i Gautier sprowadzają, na czternastego, syna restauratora Magny, młodego uczniaka, przy którym gada się niebawem potworne rzeczy.
Jak gdyby dla usprawiedliwienia się, wspomina ktoś Lessepsa122. Lesseps, twórca kanału sueskiego, człowiek, zdawałoby się, niezłomnej woli, opowiadał świeżo u księżniczki Matyldy, że od wielu rzeczy w życiu odwróciła go kabalarka, następczyni słynnej Lenormand przy ulicy de Tournon...
GAUTIER: — Wracam z inauguracji kolei algierskich. Wściekły jestem. Wściekły na cywilizację, na inżynierów, którzy mi psują pejzaż swoimi szynami, wściekły na utylitarystów... (do kogoś) Ty to lubisz, ty jesteś cywilizowany... Ale jest nas tu paru, czterech, trzech — my jesteśmy chorzy, dekadenci... Nie, raczej prymitywi... nie, to jeszcze nie to... słowem, osobniki dziwaczne, podejrzane, wariaci. Są chwile, że chciałbym pozabijać wszystko co jest, policjanta, pana Prudhomme123, pana Piou-piou, całe to świństwo... Zrozum mnie, ja to mówię bez ironii, ja ci zazdroszczę, ty masz rację, Wszystko wynika stąd, że ty nie masz poczucia egzotyzmu. Masz poczucie egzotyzmu? Nie; w tym rzecz. My — mówię o tych trzech czy czterech — nie jesteśmy Francuzi, mamy coś z innych ras. Pełno w nas nostalgii. A kiedy do nostalgii kraju dołączy się nostalgia czasu, jak na przykład u Goncourtów nostalgia XVIII wieku, jak u mnie Wenecja z czasów Casanovy, och, wtedy już przepadło...