GONCOURT: — Dziś Saint-Victor zaprowadził nas do tego przyjemniaczka. Trzydzieści lat, łysy, skronie wzdęte jak pomarańcze, oczy błękitne jak stal, skóra cienka z delikatną siecią żyłek, głowa młodego księdza nawykłego do ekstazy, wytworny, grzeczny, łagodny. Pokazuje nam kolekcję książek erotycznych, wspaniale oprawionych...

— Jest tam Meibomius: Pożytek biczowania w małżeństwie i miłości, oprawny przez jednego z pierwszych introligatorów paryskich, z klamrami przedstawiającymi phallusy, trupie głowy, narzędzia tortur...

— Sam dał introligatorowi rysunki — powiada. — Z początku rzemieślnik wzdragał się to wykonać... „Wówczas — mówi — pożyczyłem mu swoich książek... Teraz żona jego jest bardzo nieszczęśliwa... On ugania się za małymi dziewczynkami... Ale ja mam swoje klamry”.

— Pokazał nam książkę przygotowaną do oprawy. „Na ten tom — powiadał — czekam na skórę, skórę młodej dziewczyny, jeden z moich przyjaciół wystarał mi się o nią... Garbują ją... Pół roku trzeba garbować... Chce pan obejrzeć książkę? Ale to nic ciekawego... Chciałbym mieć skórę z dziewczyny żywej... Na szczęście, mam przyjaciela, doktora Bartsch... wie pan, tego, który jeździ w głąb Afryki... przyrzekł mi, że przy okazji jakiej rzezi postara się dla mnie o skórę w tych okolicznościach... z Murzynki”.

I rozmowa zstępuje w tajemnice zmysłów, w przepaście seksualnych dziwactw, potworności. Kaprysy, perwersje, szaleństwa zmysłowej żądzy — badane, roztrząsane, analizowane. Sade, Tardieu138... Miłość leży jak na stole prosektorium, namiętności przesuwają się jak pod wziernikiem.

— Daliście prawdziwy kurs naukowy miłości w XIX wieku!

— To byłaby piękna książka do napisania, ale kto ją napisze? — Historia naturalna miłości...

— Czy wiecie, że pasy cnoty nie są mitem: fabrykuje się je jeszcze dzisiaj, i to męskie. Mówił mi to pewien ex-minister. W czasie jego ministrowania ścigano fabrykanta za wystawienie takiego przedmiotu. Sprawdzono jego książki i stwierdzono nazwiska odbiorców. Między tymi nazwiskami figurował człowiek z towarzystwa, którego żona, w czasie swojej nieobecności, zmuszała do noszenia takiego pasa, zabierając z sobą klucz. Ów minister znał tego człowieka i nawet żartował z nim na ten temat.

— Okrucieństwo w miłości, fizyczne czy moralne, jest znakiem końca społeczeństw...

— Społeczeństwo! W gruncie są tylko dwa światy: ten, w którym się ziewa, i ten, w którym pożyczają od ciebie dwadzieścia franków.