— Pewien lord mizantrop139 mawiał: „Ludzie są źli, i kiedy umrę, będę miał przynajmniej tę pociechę, że nigdy nikomu nie wyświadczyłem przysługi”.
— To byłoby nie lada uwolnienie świata od szykownej głupoty i eleganckiego kretyństwa, gdyby tak cisnąć jaką machinę piekielną w piękny dzień, między czwartą a szóstą popołudniu, w tout-Paris140, kręcący się dokoła jeziorka w lasku Bulońskim...
— Kiedyś, w lasku Bulońskim był taki ścisk powozów, że większość ich musiała wracać bocznymi alejami. Kto dziś nie ma powozu? Osobliwe społeczeństwo, gdzie wszyscy się rujnują. Nigdy popis zbytku nie był tak despotyczny i tak demoralizujący.
Doktór Robin mówi o potrzebach pracującego człowieka, o sztuce kulinarnej, o przyrządzaniu pokarmów. Gdyby ludzie (powiada) żywili się jak zwierzęta surowym mięsem, trawienie ich byłoby tak długie jak u zwierząt, i nie zostawałoby im czasu na pracę. Wierzy w to, że udoskonalenie jedzenia przedłuża życie. Wedle niego, w pierwotnych rasach było bardzo mało stuletnich starców.
— Słyszałem, że August Comte141 ważył wszystko, co zjadał i wypijał.
— Tak opowiadał ktoś, kto go znał dobrze. Opowiadano też co innego. Znacie wszyscy historię platonicznej miłości Comte’a dla pani D... Pani D... umarła i Comte co dzień nosił kwiaty na jej grób. Żona jego, z którą był rozwiedziony i której nie płacił, skryła się raz za grobem i udając głos pani D.... poleciła mu, żeby płacił regularnie żonine alimenty. Twórca pozytywizmu zląkł się jak wszyscy diabli i nie pokazał się już na cmentarzu.
DOKTÓR ROBIN, ciągnie niewzruszony: — Pracuje się dobrze tylko o tyle, o ile się dobrze śpi, a śpi się dobrze tylko wtedy, kiedy się zjadło porządny obiad. Spójrzcie na mumie egipskie, u których zęby są zupełnie starte wskutek niedoskonałości młynków do mielenia zboża.
— Czy uważaliście, że oko smakuje potrawy, zanim się zetkną z podniebieniem. Przesolone potrawy mają swoją barwę.
— To dla mnie za subtelne.
GONCOURT: — Jeść i pić jest dla mnie obojętne; reszta... ledwie przyjemna...